Imladis

MĘDRZEC POTRAFI UCZYĆ SIĘ NAWET OD GŁUPCA. GŁUPIEC NIE UCZY SIĘ NIGDY.

  • Nie jesteś zalogowany.

Ogłoszenie

"Zapalcie swoje świece dobra i mądrości i zarażajcie innych tym, co jest najważniejsze." Krzysztof K.
WITAMY SERDECZNIE NA WIELOTEMATYCZNYM FORUM DYSKUSYJNYM DLA MYŚLĄCYCH LUDZI

#1 2011-11-24 23:44:53

Lizawieta
przyboczny
Zarejestrowany: 2010-06-22
Posty: 4484

Radość czy smutek.

Dziś usłyszałam historię życia niespełna 50-letniej kobiety...Eli
Nie będę jej w całości przytaczać, ale po krótce powiem:
Ela jest po rozwodzie i od dwu lat w "cudnym" jak to określa związku.
W bardzo młodym wieku rozeszła się z mężem...wychowała dwoje dzieci, a teraz razem z nowym patrnerem wydaje je za mąż.
Nie sądziła, że może być jeszcze szczęśliwą, a jednak...
Cieszyć się należy, że ułożyła sobie życie, ale...
Obecny patner...Tadzio jest w kilka m-cy po rozwodzie, taką decyzje podjął i zostawił żonę Anię dla nowej partnerki.
Jak myślicie?
Czy budowanie szczęścia na cudzym nieszczęściu, to szczęsliwość?
Czy związek przetrwa do końca ich dni?

A w ogóle, to nie wiedziałam, gdzie umieścić temat...jesli ktoś znajdzie odpowiedniejsze miejsce, to proszę przenieść.

Ostatnio edytowany przez Lizawieta (2011-11-26 18:38:28)


Najpiękniejszych chwil w życiu nie zaplanujesz. One przyjdą  same. -Phil Bosmans-

Offline

 

#2 2011-11-25 02:18:56

polliter
moderatus polliterus
Skąd: Tilburg
Zarejestrowany: 2011-03-05
Posty: 6412

Re: Radość czy smutek.

Lizo, to Twoja opowieść, czy tylko się ukrywasz? Czy to, na pewno, jakaś obca historia?

Ja poznałem swoją ukochaną kobietę, gdy miała już wyrośnięte dzieci (16, 18 lat), ale po rozwodzie. Mąż traktował Ją i jej dzieci bardzo nieładnie (używam dyplomatycznego języka, chociaż, jak spotkałem tego gościa, to o mało tego skurwysyna nie zabiłem). Nie Wasza sprawa...

Chodzi o to, że ja spotkałem miłość, spotkałem kobietę swoich marzeń, nawet znam jej byłego męża, ale ten boi się do mnie podejść (moze i słusznie img/smilies/big_smile)

W naszym (moim i mojej pani) przypadku, miłość uratowała ludzi od nieszczęścia (mam na myśli siebie, moją Panią i jej dzieci), my wszyscy byliśmy nieszczęsliwi, dopóki nie poznaliśmy się.

Tak ja na to patrzę. Miłość jest najważniejsza. Czyimś kosztem? Trudno, takie jest życie... Nigdy nikt z Was nie był nieszczęśliwie zakochany?


"Ateista - dzięki Bogu" Luis Bunuel
"Mam problem z piciem. Dwie ręce, a tylko jedna gęba" Keith Richards

Offline

 

#3 2011-11-25 05:09:48

Nebogipfel
mentor
Skąd: Warszawa, PL
Zarejestrowany: 2011-04-03
Posty: 11555

Re: Radość czy smutek.

Jeśli kosztem sadysty to bym się nie przejmował. Polli jednak ma racje, takie bywa pieskie życie. Chociaż chciałbym wierzyć, że ludzie byli dość mądrzy by jednak spróbować naprawić związek nim ostatecznie wzięli rozwód. Lecz kto ich tam wie. Polli, uważam, że o ile jeszcze rozstanie jak ktoś nie ma dzieci może być o tyle jak już są dzieci.. No właśnie, co z dziećmi? No chyba, że są dorosłe i wiedzą, że mamie z ojcem było źle bo np. ją katował.


Trzeba iść do przodu nie oglądając się za siebie.
ps. w Tym wpisie jest o alkoholu i seksie.

Offline

 

#4 2011-11-25 08:47:47

caly
przyboczny
Zarejestrowany: 2010-09-22
Posty: 1102

Re: Radość czy smutek.

Lizawieta napisał(a):

Czy budowanie szczęścia na cudzym nieszczęściu, to szczęsliwość?

Dla osób, które budują napewno. Dla tych nieszczęśliwych na dwoje babcia wróżyła, bo jeżeli związek miał trwać tylko dlatego, że trwał, to i tak sczęścia w nim nie było, a po rozstaniu może ta nieszczęśliwa osoba znaleźć to swoje prawdziwe/kolejne/itp szczęście.

Lizawieta napisał(a):

Czy związek przetrwa do końca ich dni?

A, któż to może wiedzieć? Jeżeli są naprawdę szczęsliwi to nic nie stoi na przeszkodzie by tak właśnie było img/smilies/smile

Offline

 

#5 2011-11-25 09:50:16

Lidka
mentor
Zarejestrowany: 2010-02-15
Posty: 21446

Re: Radość czy smutek.

'Porzucona' żona wcale nie musi być nieszczęśliwa, to od niej zależy, jak chce się czuć... Szczęśliwy człowiek na pewno nie chce skrzywdzić nikogo i nie będzie zachowywał się w sposób przeczący swemu aktualnemu szczęściu wobec nikogo, także wobec porzuconej żony (a jeśli tak - to tak naprawdę nie jest szczęśliwy, tylko mu się wydaje).

W życiu tak już jest, że nie ma tego 'złego', co by na 'dobre' nie wyszło. Trzeba tylko chcieć do tego dążyć. Wszystko zależy od punktu wodzenia, a ten - tylko od nas zależy, nie od sytuacji img/smilies/wink


Pozdrawiam!

Lidka

Offline

 

#6 2011-11-25 10:39:12

Lizawieta
przyboczny
Zarejestrowany: 2010-06-22
Posty: 4484

Re: Radość czy smutek.

Zaczynam jak zwykle od końcowych postów.
Rzeczywiście Liduś...nie musi, ale w tym przypadku była nieszczęśliwa, zanim doszło do rozwodu...wielokrotnie odwodziła męża od rozwodu, ale jak mówi kobieta nazwę ją Ela jej obecny partner (tak mówił) i chciał uczynić gest (rozwód) dla niej/Eli nie bacząc co czuje żona.
Liduś zakręciłaś, on szczęsliwy, ale swym szczęściem uszczęśliwa obecnie Elę, a z tego powodu cierpi była żona, a więc
1. nie potwierdza się, że cierpienie jest czymś dobrym (kiedyś o tym rozmawiały na innym wątku)...nikt nie chce cierpić.
2. przwda jest taka, ze czyniąc coś dobrego czyni się jednocześnie zło (w tym i wielu innych przypadkach)


Najpiękniejszych chwil w życiu nie zaplanujesz. One przyjdą  same. -Phil Bosmans-

Offline

 

#7 2011-11-25 10:46:03

Lizawieta
przyboczny
Zarejestrowany: 2010-06-22
Posty: 4484

Re: Radość czy smutek.

caly napisał(a):

Lizawieta napisał(a):

Czy budowanie szczęścia na cudzym nieszczęściu, to szczęsliwość?

Dla osób, które budują napewno. Dla tych nieszczęśliwych na dwoje babcia wróżyła, bo jeżeli związek miał trwać tylko dlatego, że trwał, to i tak sczęścia w nim nie było, a po rozstaniu może ta nieszczęśliwa osoba znaleźć to swoje prawdziwe/kolejne/itp szczęście.

Lizawieta napisał(a):

Czy związek przetrwa do końca ich dni?

A, któż to może wiedzieć? Jeżeli są naprawdę szczęsliwi to nic nie stoi na przeszkodzie by tak właśnie było img/smilies/smile

No tak wszystko Cały zdarzyć sie może, ale nie gdybajmy, a wypowiadajmy się, czy to jest szczęśliwość  budowanie czegoś nowego nie zamykając starego.
On przez dwa lata "próbował" Elę oszukując jedna i druga przez długi czas, a kiedy został przyciśnięty wybrał Elę i tu sie zgadzam...że dla nich babcia na dwa razy wróży...bo nigdy niewiadomo, kiedy kolejna "Ela" zachwyci  go i uszczęśliwi.
A może własnie jest to...to coś co zostanie do końca...tak czy siak: jedni sie cieszą, a inni smucą.


Najpiękniejszych chwil w życiu nie zaplanujesz. One przyjdą  same. -Phil Bosmans-

Offline

 

#8 2011-11-25 10:59:45

Lizawieta
przyboczny
Zarejestrowany: 2010-06-22
Posty: 4484

Re: Radość czy smutek.

Nebogipfel napisał(a):

uważam, że o ile jeszcze rozstanie jak ktoś nie ma dzieci może być o tyle jak już są dzieci.. No właśnie, co z dziećmi? No chyba, że są dorosłe i wiedzą, że mamie z ojcem było źle bo np. ją katował.

1. Dzieci obojętnie w jakim wieku kochają rodziców, a akceptują na pokaz swoją lojalność, bo w głębi serca chca by rodzice byli razem. W ich zyciu też coś rozpierdziela się (ale w psychice)...podobnie jak w rodzicielski związku (materialnie) i bardzo często o tym nie mówią.
2. W tym przypadku przemocy nie było...zaskoczenie dzieci zarówno z jednego związku jak i drugiego.
3. Dzieci jak wspomniałam dorastaja i zakładają związki...co jest ciekawe tutaj.
Prezenty i nazwę urzadzenie uroczystości wspólnie leży w gestii Eli i partnera...była zona dokłada się do tychże kosztów, ale na uroczystość weselną tata idzie sam bez Eli, natomiast nomen omen w sytuacji Eli dzieci...Ela idzie z obecnym partnerem...

Jak to wytłumaczyć...czy ktoś wie?


Najpiękniejszych chwil w życiu nie zaplanujesz. One przyjdą  same. -Phil Bosmans-

Offline

 

#9 2011-11-25 11:19:44

Lizawieta
przyboczny
Zarejestrowany: 2010-06-22
Posty: 4484

Re: Radość czy smutek.

polliter napisał(a):

Lizo, to Twoja opowieść, czy tylko się ukrywasz? Czy to, na pewno, jakaś obca historia?

Ja poznałem swoją ukochaną kobietę, gdy miała już wyrośnięte dzieci (16, 18 lat), ale po rozwodzie. Mąż traktował Ją i jej dzieci bardzo nieładnie (używam dyplomatycznego języka, chociaż, jak spotkałem tego gościa, to o mało tego skurwysyna nie zabiłem). Nie Wasza sprawa...

Chodzi o to, że ja spotkałem miłość, spotkałem kobietę swoich marzeń, nawet znam jej byłego męża, ale ten boi się do mnie podejść (moze i słusznie img/smilies/big_smile)

W naszym (moim i mojej pani) przypadku, miłość uratowała ludzi od nieszczęścia (mam na myśli siebie, moją Panią i jej dzieci), my wszyscy byliśmy nieszczęsliwi, dopóki nie poznaliśmy się.

Tak ja na to patrzę. Miłość jest najważniejsza. Czyimś kosztem? Trudno, takie jest życie... Nigdy nikt z Was nie był nieszczęśliwie zakochany?

Spoko Poli...ostatni są pierwszymi (mowa o postach).

Poli na pewno nie moja,  a czy to coś zmienia?
Zawsze mówię prawdę (tutaj też), ale jak ktoś nie wyłapie mojego żartu i odności się do niego z powagą, albo unika mnie biorąc wypowiedź moją za prawdę...wtedy biorę wszystko na klatę, informując gdzieś tam, że jestem kłamczucha i tyle, bo mnie na reputacji nie zależy...znam swoją wartość i mam swoje granice.

Poli...właśnie to ALE...po rozwodzie.
Miłość jest piękna i budująca. Wy mieliście pozamykane/uporządkowane życie i zbudowaliście coś nowego i to ma wielką szansę na przetrwanie do późnego wieku.
Będą się stale pojawiać problemy, bo jak mówią małe dzieci mały kłopot, duże dzieci duży kłopot, a jeśli nie masz swoich dzieci, to masz nieco mniejszy kłopot.
Nie widzę by Wasza miłość uratowała Was od nieszczęścia...czy smutek bądź nie z powodu rozstania z "ciężką" osobą jest nieszczęściem?


Nieszczęśliwe zakochanie?
Jeśli nazwać miłość platoniczna nieszczęśliwym zakochaniem...to tak, ale ja platonik widzę inaczej, ale o tym jak wyjdzie potrzeba to powiem więcej innym razem.


Najpiękniejszych chwil w życiu nie zaplanujesz. One przyjdą  same. -Phil Bosmans-

Offline

 

#10 2011-11-25 11:59:34

polliter
moderatus polliterus
Skąd: Tilburg
Zarejestrowany: 2011-03-05
Posty: 6412

Re: Radość czy smutek.

Pisząc, że miłość uratowała nas od nieszczęścia, miałem na myśli to, że facet już po rozwodzie, nachodził moją Panią pod pretekstem zobaczenia dzieci i robił rozpierduchę w domu. Dopiero, gdy ja pojawiłem się w ich życiu, ona mogła powiedzieć, że w końcu się od niego uwolniła.

Nie robię z siebie supermana, chociaż tak głupio zabrzmiała moja wypowiedź, jakbym się chwalił. Chcę tylko powiedzieć, że moje życie przestało być wegetacją, jej i jej dzieci życie przestało być koszmarem, ale odbyło się to kosztem paru osób (mojej ówczesnej partnerki i byłego męża Mojej Pani)

Ostatnio edytowany przez polliter (2011-11-25 12:01:58)


"Ateista - dzięki Bogu" Luis Bunuel
"Mam problem z piciem. Dwie ręce, a tylko jedna gęba" Keith Richards

Offline

 

#11 2011-11-25 12:45:30

Lidka
mentor
Zarejestrowany: 2010-02-15
Posty: 21446

Re: Radość czy smutek.

Lizawieta napisał(a):

Zaczynam jak zwykle od końcowych postów.
Rzeczywiście Liduś...nie musi, ale w tym przypadku była nieszczęśliwa, zanim doszło do rozwodu...wielokrotnie odwodziła męża od rozwodu, ale jak mówi kobieta nazwę ją Ela jej obecny partner (tak mówił) i chciał uczynić gest (rozwód) dla niej/Eli nie bacząc co czuje żona.
Liduś zakręciłaś, on szczęsliwy, ale swym szczęściem uszczęśliwa obecnie Elę, a z tego powodu cierpi była żona, a więc
1. nie potwierdza się, że cierpienie jest czymś dobrym (kiedyś o tym rozmawiały na innym wątku)...nikt nie chce cierpić.
2. przwda jest taka, ze czyniąc coś dobrego czyni się jednocześnie zło (w tym i wielu innych przypadkach)

Wiesz co, jak była nieszczęśliwa, zanim doszło do rozwodu, to ma problem... Znaczy uzależnia swoje szczęście od sytuacji.

Nie potrafię ocenić uczuć faceta (ani niczyich, słowa ich nie odzwierciedlają w pełni), ale najwyraźniej podążał za miłością i to było dla niego ważniejsze, nić koić ból żony. Nie chcę powiedzieć, że facet dobrze robił i w ogóle wstrzymuje się z oceną sytuacji, powiem tylko tyle, ze to, co się liczy, to są jego uczucia, to, co faktycznie czuł względem żony (czyli niezależnie od tego, co na ten temat mówił). Bo, de facto, to nie on był przyczyną jej nieszczęścia (chyba, że chce się spojrzeć z materialnego punktu widzenia, ale ja wolę szerzej), a jej własny problem- uzależnienie szczęścia od męża. Sama musi sobie z nim poradzić, niestety...

Bo spójrz, gdyby to jej 'nieszczęście' miało zmusić męża do zostania, wtedy też ktoś byłby 'nieszczęśliwy', właśnie ten mąż i jego nowa miłość... Czyli w ten sposób nie da się problemu rozstrzygnąć.

Najważniejsze są intencje i uczucia. Jeśli facet podążył za głosem miłości i nie miał żadnych intencji zranić żonę, ja w żadnym wypadku bym go nie 'obarczała' odpowiedzialnością za to, co ta żona sama czuje...


Pozdrawiam!

Lidka

Offline

 

#12 2011-11-25 13:06:52

Sailor
Miss Darkside
Zarejestrowany: 2010-02-21
Posty: 3702

Re: Radość czy smutek.

polliter napisał(a):

Chcę tylko powiedzieć, że moje życie przestało być wegetacją, jej i jej dzieci życie przestało być koszmarem, ale odbyło się to kosztem paru osób (mojej ówczesnej partnerki i byłego męża Mojej Pani)

Polliter, ja nie rozpatrywałabym tego w kategorii kosztów, bo patrząc z drugiej strony- jaką wartością jest bycie z kimś, kto nas nie kocha/jest z nami z litości/strachu etc. , jak to zapewne byłoby, gdybyście- Ty i Twoja luba- zostali w starych związkach i zarówno Twoja ówczesna partnerka jak i były mąż Twojej obecnej kobiety, nie byli przecież szczęśliwi, wiedząc że kochacie kogoś innego, tak samo jak Wy męczylibyście się w takim układzie.

Moim zdaniem takie wegetowanie, jak to doskonale określiłeś, nie jest w porządku ani względem siebie samego/samej ani osoby, z którą aktualnie się jest. Podtrzymuje się sztucznie związek, więzi w nim i siebie i drugą osobę- czy nie lepiej dać sobie nawzajem wolność? A kiedy pojawia się miłość (nie mylić z chwilową fascynacją, powodowaną np.znudzeniem czy rutyną w związku), to już w ogóle nie ma o czym mówić. Myślę, że w dłuższej perspektywie ta porzucona osoba, nawet jeśli  w momencie rozstania czuje się nieszczęśliwa, przyzna kiedyś, że wyszło jej to na dobre, bo mogła ułożyć sobie życie z kimś innym. Zwodzenie, oszukiwanie że jest nam z kimś dobrze, gdy  tak naprawdę  tęsknimy i marzymy o kimś innym jest wg mnie brakiem szacunku zarówno do siebie jak i do partnera/partnerki. Niestety, takie jest życie- uczucia się czasem wypalają.


Każda cząstka elementarna w kosmosie ma swoją antycząstkę. Razem tworzą parę, są identyczne, ale się nie tolerują. Jeśli zanadto zbliżą się do siebie, ulegają zagładzie i zamieniają w światło.
Majgull Axelsson

Offline

 

#13 2011-11-25 13:27:54

polliter
moderatus polliterus
Skąd: Tilburg
Zarejestrowany: 2011-03-05
Posty: 6412

Re: Radość czy smutek.

Sailor napisał(a):

polliter napisał(a):

Chcę tylko powiedzieć, że moje życie przestało być wegetacją, jej i jej dzieci życie przestało być koszmarem, ale odbyło się to kosztem paru osób (mojej ówczesnej partnerki i byłego męża Mojej Pani)

Polliter, ja nie rozpatrywałabym tego w kategorii kosztów, bo patrząc z drugiej strony- jaką wartością jest bycie z kimś, kto nas nie kocha/jest z nami z litości/strachu etc. , jak to zapewne byłoby, gdybyście- Ty i Twoja luba- zostali w starych związkach i zarówno Twoja ówczesna partnerka jak i były mąż Twojej obecnej kobiety, nie byli przecież szczęśliwi, wiedząc że kochacie kogoś innego, tak samo jak Wy męczylibyście się w takim układzie.

Moim zdaniem takie wegetowanie, jak to doskonale określiłeś, nie jest w porządku ani względem siebie samego/samej ani osoby, z którą aktualnie się jest. Podtrzymuje się sztucznie związek, więzi w nim i siebie i drugą osobę- czy nie lepiej dać sobie nawzajem wolność? A kiedy pojawia się miłość (nie mylić z chwilową fascynacją, powodowaną np.znudzeniem czy rutyną w związku), to już w ogóle nie ma o czym mówić. Myślę, że w dłuższej perspektywie ta porzucona osoba, nawet jeśli  w momencie rozstania czuje się nieszczęśliwa, przyzna kiedyś, że wyszło jej to na dobre, bo mogła ułożyć sobie życie z kimś innym. Zwodzenie, oszukiwanie że jest nam z kimś dobrze, gdy  tak naprawdę  tęsknimy i marzymy o kimś innym jest wg mnie brakiem szacunku zarówno do siebie jak i do partnera/partnerki. Niestety, takie jest życie- uczucia się czasem wypalają.

Sailor, w moim przypadku to było, jak to określiłaś, wypalenie miłości, w przypadku mojej Pani, to był chłopak poznany na dyskotece, wpadli, wzięli ślub i swoją młodzieńczą głupotę musiała spłacać przez prawie szesnaście lat. Tak, to proste - nie pasuje nam ze sobą, rozwiedźmy się. Jednak przestaje to być takie proste na wsi, gdzie rządzi proboszcz i bojówki radiomaryjne. Ogólnie presja społeczeństwa nadal jest na tyle silna, że wiele związków dławi się sobą przez całe życie aż, że tak brzydko, ale metaforycznie, się wyrażę, do usranej śmierci.

To smutne, ale niestety, prawdziwe img/smilies/sad


"Ateista - dzięki Bogu" Luis Bunuel
"Mam problem z piciem. Dwie ręce, a tylko jedna gęba" Keith Richards

Offline

 

#14 2011-11-25 15:14:08

caly
przyboczny
Zarejestrowany: 2010-09-22
Posty: 1102

Re: Radość czy smutek.

Lizawieta napisał(a):

On przez dwa lata "próbował" Elę oszukując jedna i druga przez długi czas, a kiedy został przyciśnięty wybrał Elę ...

O oszukiwaniu i próbowaniu dopiero teraz napisałaś, ja założyłem, że pojawiła się Ela i gościu zostawił żone dla niej bez jazdy próbnej i dociskania go przez Elę.

Jeżeli męczył sie w związku, czy nie był szczęśliwy, powinien to zakończyć, a dopiero potem szukać swojego szczęścia. Pytanie, czy był nieszczęśliwy, bo czasem tak sie to dziwnie poukłada, że człowiek nie tylko mysli, ale i wręcz wierzy w to,  że jest szczęsliwy w danym związku, a pojawienie sie kogos innego może mu dopiero uświadomić, że to szczęście było iluzoryczne.

Offline

 

#15 2011-11-25 23:31:38

Andra
Gość

Re: Radość czy smutek.

wiecie co, a mnie sie wydaje ze facet stanal wobec sytuacji: wybor mniejszego zla. Bedac w zwiazku z jedna kobieta- zwiazku ktory z jego strony najwyrazniej  wypalil sie, skoro pojawila sie w nim druga kobieta, musial wybrac- tkwic w ukladzie nie dajacym mu szczescia, dla dobra zony, dzieci( choc akurat dzieci doskonale wiedza gdy pomiedzy rodzicami przestaje ukladac sie), czy odejsc do tej z ktora to szczescie jest mozliwe. I w sumie nie zazdroszcze mu: cokolwiek by nie zrobil, ktorego wyjscia nie potraktowal jako to,,mniejsze zlo'', i tak wyrzuty sumienia ma jak w banku. Niedawno wybierajac to mniejsze zlo w innej sytuacji, westchnelam sobie: czy wybiore mniejsze czy wieksze- i tak to ja dostaje po doopie.  I Lizko mysle ze wybral prawidlowo: zwiazek najprawdopodobniej i tak by nie przetrwal skoro raz zaczelo sie w nim walic...zona gdy juz otrzasnie sie , moze ulozyc sobie zycie na nowo, facet z Ela beda( sa) szczesliwi. Gdyby nie odszedl: cierpialaby Ela, on bylby nieszczesliwy, a i zona byc moze w koncu mialaby dosc. Dzieci sa dorosle i same ukladaja sobie zycie, wiec to chyba nie problem. Bardzo podoba mi sie post Calego, madry i obiektywny, natomiast Lidko- wybacz, ostatnia rzecza ktora mozna powiedziec porzuconej kobiecie to to ze nie musi czuc sie nieszczesliwa bo z perspektywy duchowej to zupelnie inaczej wyglada. Zejdz czasem na ziemie pomiedzy zwyklych smiertelnikow...nie wiem czy masz meza, ale jesli tak, i jesli w tej chwili stanie przed Toba oznajmiajac ze poznal milosc swego zycia i odchodzi- usmiechniesz sie radosnie ( zakladajac ze go kochasz) mowiac: i bardzo dobrze( skoro nie ma tego zlego itd)? Nie wierze.

 

#16 2011-11-26 03:04:47

Nebogipfel
mentor
Skąd: Warszawa, PL
Zarejestrowany: 2011-04-03
Posty: 11555

Re: Radość czy smutek.

Andro, nie byłbym taki pewien tych wyrzutów sumienia/Są różni ludzie i zło bywa pojęciem względnym.. Niemniej zgodzę się, że bycie ze sobą na siłę jest bez sensu. img/smilies/wink


Trzeba iść do przodu nie oglądając się za siebie.
ps. w Tym wpisie jest o alkoholu i seksie.

Offline

 

#17 2011-11-26 09:14:40

Andra
Gość

Re: Radość czy smutek.

Nebo, zlo to jest to co krzywdzi czlowieka, a wybierajac- w tej sytuacji- i tak ktos bylby skrzywdzony. Jesli nie jest zapatrzonym w siebie dupkiem, i ma tego swiadomosc, to i ma wyrzuty sumienia. Tak wydaje mi sie.

 

#18 2011-11-26 09:58:37

Lizawieta
przyboczny
Zarejestrowany: 2010-06-22
Posty: 4484

Re: Radość czy smutek.

Andra napisał(a):

Nebo, zlo to jest to co krzywdzi czlowieka, a wybierajac- w tej sytuacji- i tak ktos bylby skrzywdzony. Jesli nie jest zapatrzonym w siebie dupkiem, i ma tego swiadomosc, to i ma wyrzuty sumienia. Tak wydaje mi sie.

http://www.cosgan.de/images/midi/froehlich/k015


Najpiękniejszych chwil w życiu nie zaplanujesz. One przyjdą  same. -Phil Bosmans-

Offline

 

#19 2011-11-26 10:16:27

Andra
Gość

Re: Radość czy smutek.

Lizko, ja wylacznie wedle siebie...wiec zadna madrosc. Nie bylam w takiej sytuacji, ale wielokrotnie musialam wybierac, analizujac co mniej skrzywdzi, i tu nic nie daje szeroka perspektywa z ktorej zlo i tak jest dobrem(?). Trzeba stanac na miejscu kazdej z osob ktorych ta sytuacja dotyczy i spojrzec ich oczyma...i co nie zrobie, i tak sumienie uwiera, bo krzywda jest krzywda zawsze, nawet ta najmniejsza...a nie da sie uniknac takich wyborow w zyciu, prawda? Wiesz, niekiedy to ,,zlo'' istnieje tylko w glowie ,,poszkodowanego'', wydaje mu sie ze zostal skrzywdzony. I jemu moja swiadomosc ze tak nie jest, nic nie daje przeciez, bo on cierpi, i dla niego to jest prawdziwe, a wiec jednak zostal skrzywdzony...dlatego mowie,,mniejsze zlo'', by jak najmniej skrzywdzic, a i tak ten wybor odbywa sie naszym kosztem, prawda?

 

#20 2011-11-26 18:11:26

Lizawieta
przyboczny
Zarejestrowany: 2010-06-22
Posty: 4484

Re: Radość czy smutek.

polliter napisał(a):

Pisząc, że miłość uratowała nas od nieszczęścia, miałem na myśli to, że facet już po rozwodzie, nachodził moją Panią pod pretekstem zobaczenia dzieci i robił rozpierduchę w domu. Dopiero, gdy ja pojawiłem się w ich życiu, ona mogła powiedzieć, że w końcu się od niego uwolniła.

Nie robię z siebie supermana, chociaż tak głupio zabrzmiała moja wypowiedź, jakbym się chwalił. Chcę tylko powiedzieć, że moje życie przestało być wegetacją, jej i jej dzieci życie przestało być koszmarem, ale odbyło się to kosztem paru osób (mojej ówczesnej partnerki i byłego męża Mojej Pani)

Jasne, bo jak światem samiec pokonany odchodzi z podkulonym ogonem...tak to w naturze wygląda...i nie ma mowy o chwaleniu...weź się ogarnił i nie gadaj o chwaleniu.
Myślę, że największą korzyść w tej sytuacji odniosły dzieci i coby tam Was nie łączyło, to chwała za to, że dzieciom żyje się lepiej.
A że tak zapytam: czy z poprzednią partnerką byłeś już w układach negatywnych jak poznałeś obecną, czy też zwyczajnie zamieniłes jedną na drugą?...Nie bierz do siebie, że coś tam coś...zwyczajnie chce pogadać, ale jesli nie zechcesz to tyz bydzie dobrze.


Najpiękniejszych chwil w życiu nie zaplanujesz. One przyjdą  same. -Phil Bosmans-

Offline

 

Stopka forum

Powered by PunBB
Host by: Hosting
© Copyright 2002–2005 Rickard Andersson



Założ : stronę za darmo