Ogłoszenie

MĘDRZEC POTRAFI UCZYĆ SIĘ NAWET OD GŁUPCA. GŁUPIEC NIE UCZY SIĘ NIGDY


"Zapalcie swoje świece dobra i mądrości i zarażajcie innych tym, co jest najważniejsze."
Krzysztof K.

Z dnie 2 marca 2020 Hosting VGH.pl konczy dzialalnosc, dane stron zostana zabezpieczone, jesli chcesz przeniesc strone na swoj serwer lub ustawic przekierowanie napisz na pomoc@ehmediagroup.net

#76 2010-04-13 22:47:59

Nassanael Rhamzess
Zaklinacz - Hasziszijun
Skąd: Olsztyn
Zarejestrowany: 2010-02-14
Posty: 6518

Re: Sny Szatańskie o Niebie czyli o czym śni Nassanael

Ostatnia część mojego snu o pół - wampirze ,pół - człowieku :diabolo:

Przyodziawszy się w kirys lekki ze stali czystej, nogawice perskie w czerwono - czarnym kolorze,  koszulę czerwoną o złotych guzikach i habit czarny z kapturem skłoniłem się Wysokiemu. Wysoki to ostatni żyjący z pośród wampirów nie kryjących się w cieniu cywilizacji ludzkiej jak zagrożone zwierzęta - których jak mawiają epoka minęła. Lecz w mym sercu płynie ogień nieugaszony i pełen jestem sił do walki o przetrwanie i o prawo bytu naszego rodu.
- Wstań - jego głos był głęboki i pełen smutku - jeśli tam wejdziesz nie będzie odwrotu - będziesz musiał walczyć do końca. Wiesz o tym?
- Tak o Wyso..
- Przestań, jestem pół - wampirem jak Ty - nie ma już Wysokiego, nie ma już nikogo gotowego by poprowadzić nas w mrok spokoju. Jesteś pól - wampirem i dużo z pośród wampirów nie ufa Ci - ja wywalczyłem sobie ufność dawno temu, teraz czas na Twoją walkę zuchwalcu.
- Jestem gotów walczyć do końca o wampiry...i...
- No właśnie - i o co? Pamiętaj, że możesz coś stracić - w zamian za zwycięstwo wampira nad człowiekiem stracisz człowieka...w sobie lub...obok siebie. Pamiętaj o równowadze duszy - nie strać nad sobą kontroli...złoty środek, tylko to może uratować wszystko co kochasz.
- Ja...czemu mówisz takimi zagadkami?
- A czyż życie jest proste? Wchodź. Czas nadszedł.
Posłuszny słowom starca o ukrytej głęboko w habicie twarzy pchnąłem lekko wierzeje potężnych drzwi przed sobą. Ich inkrustowana złotem powierzchnia była dziwnie gorąca i gdy poczułem ich dotyk przeszło mnie dziwne mrowienie po całym ciele. Odetchnąłem głęboko i ujrzałem ciemność.
- Pamiętaj...lepiej stracić chwałę niż to co się kocha najbardziej. Strzeż się ostrzy - to Ty nad nimi panuj...wchodź - to mówiąc starzec pchnął mnie lekko w mrok tajemniczej sali. Ufny swojemu zmysłowi wampira zamknąłem i otworzyłem oczy. Mrok zniknął. Stałem w ogromnej, kolistej sali. Jej ściany były bogato zdobione wzorami ze złota, srebra, brązu i wielu innych szlachetnych metali, mozaiki uzupełniały drogocenne kamienie i rzeźby. Rzeźbione ciała smoków i innych kreatur, które widziałem po raz pierwszy na oczy napawały mnie dziwnymi odczuciami .Czułem z nimi wieź, ich oczy mówiły do mnie i słyszałem je wyraźnie w swoim sercu. Podłoga pod moimi stopami paliła gorącem i zdawała się szeptać do mnie...mój umysł zaczęły wypełniać głosy...
-  Idź o Wielki, idź i zabijaj jak Ci pisane...
- Nasza moc należy do Ciebie. Zjednoczmy się...już. Teraz! Weź nas!
Głosy nasilały się i kusiły niezmierzoną potęgą oraz chwałą. Wierny ich poleceniom zacząłem iść ku środkowi sali gdzie zobaczyłem dwa świetliste a jednocześnie mroczne - nie umiem tego wytłumaczyć - ostrza. Mrok i światło tryskały z nich prosto we mnie. Wypełniła mnie ich moc, ekstaza przepełniła moje ciało i westchnąłem cicho nie mogąc wykrztusić słowa. Zrozumiałem teraz co jest zagrożeniem, magiczne ostrza dają niezmierzoną moc ale zabierają Ciebie...nie mogę do tego dopuścić. Nie, Marion, moja Marion ,nie...
- Nie bój się bohaterze, będziesz szczęśliwy i niepokonany, razem osiągniemy chwałę, potęgę i nieśmiertelność. To Twoja natura o Wielki! Nie przeciwstawiaj się Jej!
W moim umyśle zobaczyłem wizje tak potężne, piekne i nęcące, iż bliski byłem opętania nimi i straceniu własnej woli.
Niee! - usłyszałem swój wrzask i padłem na kolana łapiąc się za głowę, lecz czołgałem się dalej, coraz bliżej unoszących się nad ziemią ostrzy. Były to dwa orientalne, zakrzywione miecze o ostrzach pokrytych runami i złowrogimi zdobieniami. Ich rękojeści o kolorze brązowo - srebrnym były powykręcane tak by można było władać ostrzami na wszelkie sposoby i zadawać ciosy we wszystkich kierunkach. Ich magiczny i niewyobrażalnie pociądający wygląd okazał się jeszcze bardziej kuszący od obietnic i moje serce niemalże już należało do mieczy gdy nagle w jego głębi poczułem małe lecz dotkliwe ukłucie..zamknąłem oczy i skupiłem się na Nim.
- Nie. Nassanaelu - nie stracę Cię. Nie pozwolę na to. Ja Marion, do której serce Twe śpiewało i śpiewać będzie mówię nie.
- Marion - mój szept wypełnił chwilową ciszę w mojej głowie.
- Choć, przyjdź Jedyny i stańmy się jedno, niech nasz mrok rozerwie marne ciała ludzkie na sztuki!
- Cisza! - mój głos pełen mocy wzniósł się ponad całe szaleństwo wypełniające moją głowę i całą salę. Poczułem moc miłości Marion i na powrót moja wola stanowiła prawo dla mnie samego. Powstałem z kolan i spojrzałem wolny na ostrza skrzące się w swej magii. Podszedłem i chwyciłem ich rękojeści. Na powrót usłyszałem ich głosy w swojej głowie lecz skupiłem się i rozkazałem im posłuszeństwo. Posłuszne wielkiej sile mojej woli, ich magiczne dusze ukłoniły się wewnątrz mej duszy. Wtedy zobaczyłem je. Jedno ostrze było piękną kobietą o czarnych jak noc włosach i czarniejszych jeszcze oczach oraz ciele tak pięknym, że musiałem po raz kolejny wezwać wszystkie swe siły by panować nad sobą. Drugie ostrze było mężczyzną o włosach złotych, błyszczących jak słońce i spojrzeniu tak przenikliwym, że musiałem rozkazać całą siłą swej woli po raz kolejny by okazały posłuszeństwo. Tak też uczyniły kłaniając się po raz kolejny.
- Co tylko rozkażesz, Ty, który przeszedłeś próbę. Należymy do Ciebie.
- Więc wetknę Was za szarfę u mojego boku i tkwijcie tam dopóki nie powiem inaczej.
Posłuszne mojej niezłomnej woli poddały się i wetknąłem je w moją perską szarfę u swego pasa. Leżały tam nadzwyczaj wygodnie i pasowały jak brakująca część mnie, mojego ciała i duszy.
- Jestem kompletny, samo zrozumienie, miłość i siebie ujarzmienie. To wszystko osiągnąłem podczas mojego nowego życia - powiedziałem na głos - teraz czas na próbę przeznaczeń.
To mówiąc wzniosłem się nad podłogę sali, która teraz posłuszna mojej woli wydawała się spokojna i jej magia otaczała mnie dodając sił i spoglądając na mnie z respektem. Wzleciałem do góry, środek sufitu otworzył się bezgłośnie i ujrzałem nocne niebo.
- A więc porą wampirów wyruszam - pomyślałem lecąc do góry i wdychając świeże, rześkie nocne powietrze. Wtedy ujrzałem księżyc w pełni i moją duszę wypełnił wampir. Czułem straszliwą siłę w sobie. Gotową rozrywać na sztuki setki, mordować i gnieść wrogów, gniewem miażdżyć każdego, kto sprzeciwi się mojej potędze. Po raz kolejny tego wieczoru zebrałem swe wszystkie siły drżąc cały i czując ból w każdym calu swego ciała.
- Tylko wtedy gdy ja tak rozkaże.
Posłuszna memu głosowi wampirze część mej duszy zajęła miejsce w moim umyśle obok tej człowieczej i tak oto ja jako ja - kompletny i gotowy ruszyłem w przestworza zawrotną prędkością. Rozkosz lotu była potężna i leciałem upajając się nią każda komórką ciała. Wzleciałem ponad chmury i zanurkowałem w nie na powrót roztrącając je w ekstazie na cząstki. Ominąłem niezliczone ilości gór i wyżyn a później wieżowców i innych ludzkich budowli pełnych buty i pewności siebie.

***
Za chwilę CDN.
Muszę na chwilę przerwać! :ciii:

Ostatnio edytowany przez Nassanael Rhamzess (2010-05-11 23:00:39)


"Artyści kłamią, aby pokazać prawdę, a politycy, aby ją ukryć."
"Pod tą maską kryje się idea, panie Creedy, a idee są kuloodporne."
V jak Vendetta

Offline

 

#77 2010-04-14 00:19:24

Nassanael Rhamzess
Zaklinacz - Hasziszijun
Skąd: Olsztyn
Zarejestrowany: 2010-02-14
Posty: 6518

Re: Sny Szatańskie o Niebie czyli o czym śni Nassanael

Już jestem!

***

Leciałem nad niezliczonym mrowiem ludzkich istnień i w mojej duszy narodziło się pytanie czy mam prawo odebrać niektórym z nich życie, cele...wszystko...
- Tak.
- Co? Kto?
- Masz takie prawo - miecze u mojego boku poruszyły się i poczułem bijące od nich gorąco i magię - jeśli go nie wykorzystasz to skarzesz więcej istnień na taki sam los. Czyż nie są Oni celem koniecznym? Zresztą w śmierci odnajdą spokój i odpowiedź na swe krucjaty.
Milczeniem odpowiedziałem na tą niespodziewaną odpowiedź moich ostrzy. Posłuszne mej ciszy schowały się w sobie i na powrót skupiłem się na locie wierny tylko swemu sercu. Marion jest bezpieczna w ukryciu. Zostawiłem Ją tam a Ona zaufała Mej decyzji - łącząca nas potężna miłość wykluczała nieufność. Lecz wiem, że śmierć mnie czeka jak i Ją oraz inne wampiroidalne stworzenia tego świata jeśli ja nie pokaże Zakonowi, że będzie inaczej. Czas zmienić czasy. Ta chwila należy do mej woli. Obym wykorzystał ją dobrze. Obniżyłem lot i opadłem między betonem bloków w brudnym śmietniku ulicy wypełnionej mrokiem i smrodem ludzkich odpadów. Schowałem zbroję i ostrza w czarnym jak noc habicie  i naciągnąłem kaptur. Złowrogi uśmiech ułożył się na mym obliczu.
- A więc zacznijmy koniec.
Pewnym krokiem wyszedłem z ciemnej uliczki na szeroką szosę. Na przeciwko mnie trwał bankiet. Urodziny przywódcy Zakonu - ojca Marion. Światła z przeszklonej ściany ogromnej restauracji padały na ulicę oświetlając wszystko wokół. Wszystko prócz mnie gdyż  światło, które padało na mnie zdawało się jakby tracić swą jasność i pewność. Ruszyłem naprzód pewnym krokiem ku dużym, lśniącym, szklanym drzwiom lokalu i zatrzymałem się dopiero gdy ochroniarz spytał mnie o wizytówkę i powód spóźnienia. Spojrzałem w głąb jego oczu intensywnie i przeciągle. Padł w dól lecz złapałem go nim uderzył o chodnik i schowałem cicho w orientalny ogródek restauracji. Czar snu, który mają wrodzony wszystkie wampirze stworzenia zadziałał jak powinien i mogłem ruszyć dalej. Minąłem pijaną parę obmacującą się obok drzwi za dużą palmą oraz kilku siwych panów rozprawiających o czymś głośno. Spokojnym krokiem zbliżałem się do środka przyjęcia wymijając gości i kłaniając się w pas, zamiatając habitem podłogę, pięknym i uprzejmym kobietom.
I wtedy zobaczyłem go. Stał na scenie i przyjmował kwiaty od jakiejś młodej dziewczyny przy głośnym aplauzie publiczności. Pocałował ją w rękę i podniósł się z kwiatami w rękach. Spojrzał w miejsce, w którym stałem. Ujrzałem Marion w jego oczach...
- A więc jesteś Nassanaelu - zdrajco ludzkości i porywaczu mej córki - ogłaszam stan gotowości Rycerze Nieustępliwi!
Najwyraźniej było to jakieś hasło przygotowane na moje przybycie gdyż z pośród gości niektórzy zaczęli zrzucać najróżniejsze przebrania i wyciągać miecze. Rozpoznałem wśród nich tych, którzy uciekli z ruin zamku. Uśmiechnąłem się i odbiłem lekko od podłogi roztrącając otaczających mnie ludzi, krzyknąłem donośnym głosem:
- Panie i panowie, oto wasz solenizant zamierza rozpocząć epicką walkę dobra ze złem, zdaję się, że  mi dano rolę zła, ciekawe, jakże honorową, trzydziestu na jednego!
Zaskoczeni ludzie plątali się i patrzyli się to na mnie to na Mistrza Zakonu.
- Więc zmykajcie póki nie wszedłem w przypisaną mi rolę!
Drugą część wypowiedzi wysyczałem głośno złowrogo siejąc w okół siebie wampirzy strach, wszyscy niewinni uciekli jakby zobaczyli samego diabła i zostałem ja sam unosząc się nad podłogą potłuczonych kielichów i talerzy, trzymając rękojeści swych ostrzy oraz Rycerze otaczający mnie kołem ze wzniesionymi mieczami. Pierwsza rzuciła się do ataku trójka rycerzy po mojej lewej. Widziałem ich od początku ich szarży lecz pozwoliłem im podbiec do mnie. Pierwszego, który zadał cios z nad głowy tnąc powietrze swym ostrzem kopnąłem w krtań. Uchyliłem się w prawo od ostrza, które ze szczękiem walnęło w podłogę niszcząc drogie kafelki. Osunął się na ziemie charcząc. Drugi zaatakował niemal jednocześnie i musiałem wyjąć ostrza by skrzyżowawszy je sparować cios  wymierzony w mój krok. Jego miecz zatrzymał się z głuchym łoskotem na mych broniach i odbiłem się od tego punktu oparcia z jego plecy robiąc salto i w powietrzu jeszcze wbiłem oba ostrza w obie jego skronie. Opadłszy na drogie jakże kafelki zbryzgane krwią dobrych jakże rycerzy spojrzałem na trzeciego, który chybiwszy celu już napoczął następny cios, z pod jego lewego boku wystrzelił szybko i silnie jego miecz. Sparowałem jego cięcie jednym z ostrzy od siebie a drugim machnąłem szybko i celnie w jego odsłoniętą szyję. Jego krew obryzgała mi twarz. Oblizałem się i dojrzałem jego głowę spadającą pod nogi następnej trójce napastników. Odbiłem się od podłogi i poszybowałem błyskawicznie w ich kierunku przejmując inicjatywę. Najbliższemu zadałem szybki cios w locie pod i z boku jego miecza, rozcinając jego pachę , gruchocząc obojczyk i tnąc tętnice doprowadzające krew do mózgu. Siła ciosu podrzuciła go do góry i w tył. Wylądowawszy ostrzami na obronnej postawie następnego wroga usmiechnąłem się i złapałem jego miecz pomiędzy swe bronie. Strąciłem go w dół i zanim zdołał cokolwiek zrobić uderzyłem go końcem czoła między oczy. Opadł metr dalej nieprzytomny gruchocząc stół zastawiony krewetkami, ciastami i rozmaitymi winami. Trzeci zdołał zadać cios, i to całkiem dobry. Widząc moją pozycję bokiem do niego błyskawicznie, bez namysłu, wyszkolonym ruchem wyrzucił swój miecz w moją stronę. Lecz moja wampirza dusza wyczuła to i odskoczyła unikając trafienia. Zrobiłem gwiazdę na podłodze lśniącej od różnych rodzajów alkoholu i krwi po czym stanąłem do niego twarzą. Tymczasem kolejna trójka biegła do mnie wywijając sprawnie mieczami. To nie są ludzie jak Ci z zamku wtedy, to świetnie wyszkoleni do walki z wampirami zawodowcy.

***
Za chwilę CDN!

Ostatnio edytowany przez Nassanael Rhamzess (2010-05-11 23:01:25)


"Artyści kłamią, aby pokazać prawdę, a politycy, aby ją ukryć."
"Pod tą maską kryje się idea, panie Creedy, a idee są kuloodporne."
V jak Vendetta

Offline

 

#78 2010-04-14 01:46:46

Nassanael Rhamzess
Zaklinacz - Hasziszijun
Skąd: Olsztyn
Zarejestrowany: 2010-02-14
Posty: 6518

Re: Sny Szatańskie o Niebie czyli o czym śni Nassanael

Już!

***
       Lecz atakujący nie dali mi więcej czasu na myślenie. Dwóch z nich z dwóch stron zatoczyło piruety z mieczami po czym uderzyło szybko i potężnie z dwóch stron dając mi jedyną ucieczkę ku górze. Lecz gdy wzniosłem się ponad nich trzeci sprężystym skokiem odbił się od ich ramion i ciął mieczem z nad głowy osaczając mnie. Zdołałem przyjąć jego uderzenie na swe skrzyżowane ostrza lecz jego siła rzuciła mnie w dół, w matnię dwóch mieczy wirujących i śmiercionośnych. Spadając skuliłem się w kłębek unikając świstu ostrzy z dołu a za chwilę odbiłem od ziemi unikając ich z góry. Złapałem i ześliznąłem kolejny cios tego lecącego z góry na bok po czym wbiłem mu jedno z ostrzy w rozwarte w okrzyku bojowym usta. Ostrze wyszło z drugiej strony czaszki. Opierając się na nim, zrobiłem salto w powietrzu i spadłem na ziemię za pozostałymi dwoma. I wtedy usłyszałem świst, uchyliłem się instynktownie i zobaczyłem jak bełt o srebrnym ostrzu zagłębia się w plecy jednego z dwóch pozostałych z trójki. Trzeci jednak niezłomnie atakował a z tyłu usłyszałem następną trójkę. Uniknąwszy jego miecza odskokiem w bok kopnąłem  go w miednicę, jęknął i wypadł z rytmu. Skoczyłem za jego plecy i pchnąłem go z całej siły nogami, stojąc na rękojeściach ostrzy. Wpadł na ostrze biegnącego po środku z charczącym wrzaskiem. Ten odrzucił go jednak szybko i biegł dalej w moją stronę. Gdy już całą trójką mieli się zamierzać do manewru by mnie osaczyć odbiłem się od ziemi do sufitu. Z sufitu spadłem z siłą przyciągania wzmocnioną siła swych mięśni na tego po środku. Rozpłatałem mu czaszkę ostrzami po czym rozrzuciłem jej wnętrze na boki, dezorientując na chwilę tych po jego bokach. Wykorzystując ich chwilową nieuwagę, stojąc na ciele środkowego z trójki, machnąłem rękami w obie strony odcinając ich głowy od tułowia lekko jak kwiatostany mleczów od łodyg. Syknąłem przejmująco unikając kolejnych bełtów  podskokiem w górę po czym biegnąc po suficie spadłem na  kolejnych rycerzy. Ich ruchy choć wyćwiczone i szybkie były już mniej pewne od tych, z którymi się rozprawiłem. Ześliznąwszy dwa z ich ostrzy na zewnątrz,  rozchyliłem nogi w lekkim podskoku, pozwalając trzeciemu rozwalić kafelki w podłodze. Błyskawicznie złamawszy mu kark szybkim ruchem nóg w powietrzu wbiłem ostrza w sufit i okręciłem się na nim w zawrotnej prędkości unikając dziurawiących sufit kolejnych ciosów dwóch z trójki. Opadając na dół w doskonale wybranym momencie nie przestałem się kręcić i ściąłem głowy swych przeciwników, lewą ręką prawemu a prawą lewemu. Złapawszy spadające ciało jednego z nich osłoniłem się nim przed nadlatującymi bełtami z kuszy. Jeden z nich przebił ciało i drasnął mnie w policzek.
- Jak długo jeszcze? Uznajcie prawo równowagi a odlecę nikogo więcej nie zabijając - mój głoś rozniósł się po sali i wypełnił chwilową ciszę nadzieją na pokój.
- Tak długo póki Twoje przeklęte ciało nie padnie u mych stóp kreaturo ciemności, stworzeniu diabła!
Prawo równowagi dobra, neutralności i zła.Ale skąd jest mi ono znane?
- Masz wybór - albo Marion zginie albo odłożysz broń i oddasz się w nasz sprawiedliwy osąd istoto zła!
Odrzuciwszy bezgłowe, najeżone bełtami ciało zobaczyłem Marion w rękach Jej ojca zakutego w zbroję. Jego sztylet dotykał szyi Marion. Obok niego stało trzech rycerzy z kuszami wymierzonymi we mnie. Pozostali stali z mieczami w rękach okrążając mnie. Gdyby nie Marion w rękach Jej ojca mógłbym rozprawić się z nimi tak jak chciałem...
- Ależ tak! Dokończ dzieła niszczycielu! Jesteśmy z Tobą! Nic nas nie pokona!
- Nie...Marion jest...
- Zniszcz ich, podeptali Twą godność! Rozerwij ich serca! Zasłużyli na to! To Ty jesteś bogiem zemsty tu i teraz!
Lecz wtedy właśnie gdy miałem się rozprawić z nimi jak chciałem napotkałem oczy Marion i ujrzałem w nich nie strach lecz miłość i zamarłem...Zrozumiałem czym się stanę gdy ulegnę pokusie. Niszczycielem i mordercą bez sumienia. Władcą Krwi i Strachem nad miastami. Narzędziem nienawiści i wiecznego niepokoju, gniewu. Właśnie teraz muszę być więźniem człowieczeństwa - miłości...
- Dobrze Mistrzu....rozumiem, że puścicie Ją wolno?
- Tak. Wolna od Ciebie pójdzie dobrą drogą.
- Zgadzam się.
To powiedziawszy odłożyłem ostrza na zachlapane krwią, drogim jedzeniem i drogim alkoholem, drogie kafelki. Wstałem podnosząc obie ręce do góry. Rycerze podeszli bliżej i otoczyli mnie ciasnym kołem mieczy. Dwóch z nich podeszło najbliżej i chcąc mnie związać wyjęło zza pasa srebrny łańcuch. I wtedy usłyszałem cichy jęk i odgłos krwi spadającej na posadzkę. Ujrzałem Marion z okrwawionym sztyletem a u Jej stóp drżącego w agonii Mistrza. Błyskawicznie schwyciłem oba ostrza, wzniosłem się do góry i rzuciłem nimi w dwóch stojących po prawej i lewej stronie rycerzy z kuszami. Oba ostrza nie chybiły celu podczas gdy ja leciałem już ku
ostatniemu z kuszą, który stał z przodu Mistrza. Strzelił nim doleciałem w Marion. Jednak obcowanie ze mną - wampirem - nauczyło ją refleksu. Uchyliła się w tył i w bok. Bełt wbił się parę centymetrów ponad Jej obojczykiem i rzucił Ją w tył i  na ziemię. Lecz ja doleciałem już do strzelca i potężnym, wściekłym, oburęcznym ciosem w plecy złamałem mu kark w locie. Odbiłem się od jego ramion i zrobiwszy salto pochwyciłem ostrza z dwóch ciał po bokach wyciągając maksymalnie ręce. Cały czas lecąc wetknąłem je niedbale z pas i ze łzami w oczach pochwyciłem ciało Marion w ręce. Osłaniając ją sobą rozwaliłem sufit, kolejny i kolejny a gdy moje plecy zadawały się pękać z bólu i krew z nich ciepłym strumieniem ściekała po moich udach i rękach, pękł ostatni wyrzucając wysoko w górę kilku z wielu rycerzy postawionych na warcie na dachu. Pozostali jęli szyć do mnie z kusz jeden za drugim. Jednak ja byłem już w swoim żywiole i mimo zmiażdżonych i okrwawionych pleców omijałem ich bełty z łatwością. Odlatując z nad dachu w górę, ponad chmury, zobaczyłem jeszcze, że była to dobra decyzja gdyż wokół budynku stały nieprzeliczone ilości rycerzy, tłoczyli się jak mrówki , tylko teraz bez królowej... Obstawione były także sąsiednie budynki.Wzbiłem się ponad chmury i tu lecąc w spokoju spojrzałem na ranę Marion.
- Kochanie, jak...
- Nic nie mów, rwij Kochany.
Spojrzałem w Jej oczy lecz po raz kolejny zamiast strachu ujrzałem w nich miłość. Złapałem bełt i wyszarpnąłem go z rany po czym odrzuciłem precz. Natychmiast po tym przytknąłem rękę do zranienia i czując na sobie światło księżyca poczułem jak moc przepływa przeze mnie spływając na rękę i wpływa do rany gojąc ją.
- Wiedziałam, że mnie uzdrowisz Nassanie...wiedziałam ,ze jeden bełt to nic...
- Nie powinienem ćwiczyć walki przy Tobie. Udzieliło Ci się.
- Nassanie...
- Śpij Kochana - lecimy w lepsze miejsce gdzie mój gniew i Twój ból ostygnie, gdzie nasze rany się zabliźnią i gdzie będziemy mieli miejsce na siebie nawzajem.
To mówiąc leciałem dalej na północ ku lasom dzikim i przyrodzie bujnej...



KONIEC.

*********

Ostatnio edytowany przez Nassanael Rhamzess (2010-05-11 23:10:20)


"Artyści kłamią, aby pokazać prawdę, a politycy, aby ją ukryć."
"Pod tą maską kryje się idea, panie Creedy, a idee są kuloodporne."
V jak Vendetta

Offline

 

#79 2010-04-14 12:25:47

Dorcik
przyboczny
Zarejestrowany: 2010-02-20
Posty: 2548

Re: Sny Szatańskie o Niebie czyli o czym śni Nassanael

Rhamzess -co ja moge napisac ....jak tylko ...dziekuje ...:calus: Dziekuje za wprowadzenie mnie w ten Twój świat pełen magii ,zaczarowanego świata .....Naprawdę pięknie piszesz ,pieknie .....
Wiesz -piekny jest ten Imladis ...bo stwarzaja go piekni ludzie .....
Jeszcze raz dziekuję ....


''..Szukam Ciebie wariatko radosna,Z gniazdem ptasim w dłoniach,Jeszcze w Tobie cień nadziei,Na zgłupienie wspólne, śmiech z niczego,I taniec w deszczu... ''img/smilies/smile img/smilies/smile

Offline

 

#80 2010-04-14 13:16:29

Nassanael Rhamzess
Zaklinacz - Hasziszijun
Skąd: Olsztyn
Zarejestrowany: 2010-02-14
Posty: 6518

Re: Sny Szatańskie o Niebie czyli o czym śni Nassanael

Ależ przyjemność po mojej stronie Dorciku :6: :moj:

Wczoraj do drugiej to pisałem. Trochę jatki wyszło ale chyba w niezłym stylu.

Która cześć Ci się najbardziej podobała? :5:


"Artyści kłamią, aby pokazać prawdę, a politycy, aby ją ukryć."
"Pod tą maską kryje się idea, panie Creedy, a idee są kuloodporne."
V jak Vendetta

Offline

 

#81 2010-04-14 13:22:25

Dorcik
przyboczny
Zarejestrowany: 2010-02-20
Posty: 2548

Re: Sny Szatańskie o Niebie czyli o czym śni Nassanael

Nassanael Rhamzess napisał(a):

.

Która cześć Ci się najbardziej podobała? :5:

No taaak ..scyzoryk Mac Gywera ,na mnie ,buuuuu  :lalala:

Ale z której części z tych wszystkich ,czyz tych co wczoraj pisałeś ?


''..Szukam Ciebie wariatko radosna,Z gniazdem ptasim w dłoniach,Jeszcze w Tobie cień nadziei,Na zgłupienie wspólne, śmiech z niczego,I taniec w deszczu... ''img/smilies/smile img/smilies/smile

Offline

 

#82 2010-04-14 13:23:00

Nassanael Rhamzess
Zaklinacz - Hasziszijun
Skąd: Olsztyn
Zarejestrowany: 2010-02-14
Posty: 6518

Re: Sny Szatańskie o Niebie czyli o czym śni Nassanael

Przepraszam za błędy bo jest ich trochę...


"Artyści kłamią, aby pokazać prawdę, a politycy, aby ją ukryć."
"Pod tą maską kryje się idea, panie Creedy, a idee są kuloodporne."
V jak Vendetta

Offline

 

#83 2010-04-14 18:42:25

lapicaroda
berzerkerka
Zarejestrowany: 2010-04-06
Posty: 1886

Re: Sny Szatańskie o Niebie czyli o czym śni Nassanael

Fantastyczne...
Nie myślałeś, żeby po drobnych korektach jakoś zebrać to w kupę i próbować wydać?

Offline

 

#84 2010-04-14 21:25:54

Dorcik
przyboczny
Zarejestrowany: 2010-02-20
Posty: 2548

Re: Sny Szatańskie o Niebie czyli o czym śni Nassanael

lapicaroda napisał(a):

Fantastyczne...
Nie myślałeś, żeby po drobnych korektach jakoś zebrać to w kupę i próbować wydać?

No przeciez mu to caaały czas prawie Wszyscy mówia ,ale znając troszke Roberta ,zas cos wymysli ..............http://www.cosgan.de/images/smilie/konfus/g040

Podobały mi sie wszystkie częsci ,cięzko mi wybrac ,,,wszystko ...Opisy walki ,latania ,miłosc ,opisy ubiorów -niesamowita wyobraźnia i bogactwo ,piekne bogactwo słów ......
Chociaz taka mini mini perłeczka jest częśc 5 (mmmiodzio ...) i końcówka ...
Nie, no wszystkie mi się podobaja img/smilies/smile img/smilies/smile

Ostatnio edytowany przez Dorcik (2010-04-14 21:27:36)


''..Szukam Ciebie wariatko radosna,Z gniazdem ptasim w dłoniach,Jeszcze w Tobie cień nadziei,Na zgłupienie wspólne, śmiech z niczego,I taniec w deszczu... ''img/smilies/smile img/smilies/smile

Offline

 

#85 2010-04-14 22:12:29

Nassanael Rhamzess
Zaklinacz - Hasziszijun
Skąd: Olsztyn
Zarejestrowany: 2010-02-14
Posty: 6518

Re: Sny Szatańskie o Niebie czyli o czym śni Nassanael

A co w tej piątej części i w końcówce sprawiło, że najbardziej Ci się spodobało Dorcik?
Oj tam nie rób ze mnie aż takiego skromnisia - haha - chętnie bym popracował nad tym i wydał TYLKO JAK?????????????
Ten scyzoryk to na opowiadanie - tak samo się z części składa jak ten scyzoryk. I Ty wybierasz swoje ulubione narzędzie\ ulubioną część...


"Artyści kłamią, aby pokazać prawdę, a politycy, aby ją ukryć."
"Pod tą maską kryje się idea, panie Creedy, a idee są kuloodporne."
V jak Vendetta

Offline

 

#86 2010-04-14 22:32:38

Dorcik
przyboczny
Zarejestrowany: 2010-02-20
Posty: 2548

Re: Sny Szatańskie o Niebie czyli o czym śni Nassanael

Nassanael Rhamzess napisał(a):

To nasz czas...
-Mój kochany, z Tobą mogę wykąpać się nawet w piekle...
Zdjęła swój czerwony płaszcz i koszulę, spodnie i buty. Po chwili staliśmy w bieliźnie trzymając się za ręce na plaży górskiego jeziora, oświetleni przez życzliwy nam księżyc. Nie istniał świat. Nie było nikogo i niczego. Byliśmy tylko my i nasza miłość, nasza radość. Śmiejąc się Marion popchnęła mnie do wody a ja pociągnąłem ją za rękę.Wpadliśmy z pluskiem i krzykami do chłodnej wody jeziora. Odpłynęliśmy ramię w ramię w ciemność nocy. A potem, gdy jezioro otoczyło nas na swym mrocznym łonie, porzuciliśmy zbędne ubrania i na małej wyspie, która wychynęła z mroku pośród mgieł. Otoczyliśmy się nawzajem ciałami i coraz większą chęcią szukaliśmy się nawzajem w gęstwie gwałtownych oddechów i bezgłośnych słów miłości i pożądania. A potem....
         Nastał dzień. Marion i ja byliśmy gotowi. Konie wypuściliśmy do lasu. Zbędne rzeczy zakopaliśmy na owej wyspie rozkoszy...Ubrany w wysokie czarne buty, poszerzane na dole, perskie spodnie, złoty pas, czarny habit, krwistoczerwoną zbroję z żelaza i czarne rękawice stałem i czułem jak wiatr rozwiewa moje długie do łopatek czarne jak noc włosy. Spojrzałem na swą Ukochaną. Była piękna w świetle poranka. Brązowe sandały, szaro, czerwone spodnie i czarny pas obejmujący Jej smukła talię oraz długą i szeroką u dołu koszulę koloru dojrzałych jagód uzupełniała czerwona koszulka ze wzorami roślinnymi przypominającymi arabskie zdobienia wnętrz meczetów. Jej długie kasztanowe, lekko kręcone włosy wiatr mierzwił i rozsiewał w okół ich zapach. Zapach letniej łąki i wiosennego lasu...Wziąłem Ją delikatnie w ramiona i wzniosłem się w powietrze. Byłem w pełni sił. W nocy nawiedził mnie sen, w którym zobaczyłem broń ...a właściwie dwie....dwa zakrzywione perskie miecze ozdobione runami...moja dusza zaskakuje mnie coraz bardziej...jest we mnie tyle odziedziczonej wiedzy...wiem już gdzie znajdują się te bronie....i wiem, że jeśli chcę stanąć do walki z Zakonem muszę mieć te bronie...inaczej nie mam szans...ponieważ oni są w posiadaniu starożytnego artefaktu...Miecz na Wampiry...tak ten artefakt jest zdolny przewidywać moje ciosy, zna duszę wampira, wie jak zabić szybko i skutecznie...ten kto nim włada...może mnie zabić. Jedyna nadzieja w tych mieczach, które należały do moich wampirzych przodków od tysiącleci. Lecz żeby zwyciężyć nie mogę dać się opętać mrokowi wampirzej części mej duszy, gdyż właśnie na to czeka Miecz na Wampiry...muszę okazać w godzinie próby człowieczą część mej duszy i zachować się nie przewidywanie...A więc lecę...w objęcia krwi i mroku...

CDN. Nastąpi... :diabolo:

O to mnie zachwyciło img/smilies/142img/smilies/tongue
A w ostatniej walka ,wspaniale to ukazałes i opisałes ,braaavo

Ostatnio edytowany przez Dorcik (2010-04-14 22:33:10)


''..Szukam Ciebie wariatko radosna,Z gniazdem ptasim w dłoniach,Jeszcze w Tobie cień nadziei,Na zgłupienie wspólne, śmiech z niczego,I taniec w deszczu... ''img/smilies/smile img/smilies/smile

Offline

 

#87 2010-04-14 23:17:41

Nassanael Rhamzess
Zaklinacz - Hasziszijun
Skąd: Olsztyn
Zarejestrowany: 2010-02-14
Posty: 6518

Re: Sny Szatańskie o Niebie czyli o czym śni Nassanael

Błąd poważny w dwóch zdaniach sią tam wkradł ale wiadomo o co chodzi no nie?
Poprawię później.
No wczułem się w tą walkę...widziałem ją. Muszę widzieć by pisać...

Ostatnio edytowany przez Nassanael Rhamzess (2010-04-14 23:18:52)


"Artyści kłamią, aby pokazać prawdę, a politycy, aby ją ukryć."
"Pod tą maską kryje się idea, panie Creedy, a idee są kuloodporne."
V jak Vendetta

Offline

 

#88 2010-04-14 23:25:35

Dorcik
przyboczny
Zarejestrowany: 2010-02-20
Posty: 2548

Re: Sny Szatańskie o Niebie czyli o czym śni Nassanael

No baaaa ..pewnie ,że wiem o co chodzi ....img/smilies/icon_redfaceimg/smilies/big_smile

Ale jak cos sobie jeszcze przypomnisz ,to pisz ,bo inaczej znowu sie Dorcikowa zasiedzi i bedzie wygladac mniej wiecej tak http://www.cosgan.de/images/midi/traurig/d030http://www.cosgan.de/images/midi/traurig/d030


''..Szukam Ciebie wariatko radosna,Z gniazdem ptasim w dłoniach,Jeszcze w Tobie cień nadziei,Na zgłupienie wspólne, śmiech z niczego,I taniec w deszczu... ''img/smilies/smile img/smilies/smile

Offline

 

#89 2010-04-14 23:28:30

Nassanael Rhamzess
Zaklinacz - Hasziszijun
Skąd: Olsztyn
Zarejestrowany: 2010-02-14
Posty: 6518

Re: Sny Szatańskie o Niebie czyli o czym śni Nassanael

Przypomniałem sobie, że jesteś zarąbista - może być?
Moja Ty dobra duszyczko.


"Artyści kłamią, aby pokazać prawdę, a politycy, aby ją ukryć."
"Pod tą maską kryje się idea, panie Creedy, a idee są kuloodporne."
V jak Vendetta

Offline

 

#90 2010-04-14 23:29:19

Nassanael Rhamzess
Zaklinacz - Hasziszijun
Skąd: Olsztyn
Zarejestrowany: 2010-02-14
Posty: 6518

Re: Sny Szatańskie o Niebie czyli o czym śni Nassanael

I w ogóle wszyscy są zarąbiści - każdy na swój sposób.


"Artyści kłamią, aby pokazać prawdę, a politycy, aby ją ukryć."
"Pod tą maską kryje się idea, panie Creedy, a idee są kuloodporne."
V jak Vendetta

Offline

 

#91 2010-04-14 23:34:25

Dorcik
przyboczny
Zarejestrowany: 2010-02-20
Posty: 2548

Re: Sny Szatańskie o Niebie czyli o czym śni Nassanael

Nassanael Rhamzess napisał(a):

Przypomniałem sobie, że jesteś zarąbista - może być?
Moja Ty dobra duszyczko.

No kuurcze ,a nie pamietałeś ......
Bo ja caaały czas pamietam jaki Ty jesteś ......zarąbisty ......img/smilies/big_smile

Dobra ,to ja juz tu siade i będę czekała ,hihihihih http://www.cosgan.de/images/midi/traurig/d030http://www.cosgan.de/images/midi/traurig/d030http://www.cosgan.de/images/midi/traurig/d030
Ale powoli ...nie spiesz się ...:calus:


''..Szukam Ciebie wariatko radosna,Z gniazdem ptasim w dłoniach,Jeszcze w Tobie cień nadziei,Na zgłupienie wspólne, śmiech z niczego,I taniec w deszczu... ''img/smilies/smile img/smilies/smile

Offline

 

#92 2010-04-14 23:53:26

Nassanael Rhamzess
Zaklinacz - Hasziszijun
Skąd: Olsztyn
Zarejestrowany: 2010-02-14
Posty: 6518

Re: Sny Szatańskie o Niebie czyli o czym śni Nassanael

Dorcik napisał(a):

Nassanael Rhamzess napisał(a):

Przypomniałem sobie, że jesteś zarąbista - może być?
Moja Ty dobra duszyczko.

No kuurcze ,a nie pamietałeś ......
Bo ja caaały czas pamietam jaki Ty jesteś ......zarąbisty ......img/smilies/big_smile

Dobra ,to ja juz tu siade i będę czekała ,hihihihih http://www.cosgan.de/images/midi/traurig/d030http://www.cosgan.de/images/midi/traurig/d030http://www.cosgan.de/images/midi/traurig/d030
Ale powoli ...nie spiesz się ...:calus:

Ależ cały czas pamiętałem, pamiętam i pamiętać będę Dorcik - tylko zapomniałem, że trzeba to pisać! http://www.cosgan.de/images/more/flowers/090


"Artyści kłamią, aby pokazać prawdę, a politycy, aby ją ukryć."
"Pod tą maską kryje się idea, panie Creedy, a idee są kuloodporne."
V jak Vendetta

Offline

 

#93 2010-04-15 00:05:16

Dorcik
przyboczny
Zarejestrowany: 2010-02-20
Posty: 2548

Re: Sny Szatańskie o Niebie czyli o czym śni Nassanael

Rhaaamzess-bo mnie normalnie uskrzydlasz ,no http://www.cosgan.de/images/midi/engel/g020
Ale dzieki ,do łózia pójde ''uskrzydlona '' :lalala:


''..Szukam Ciebie wariatko radosna,Z gniazdem ptasim w dłoniach,Jeszcze w Tobie cień nadziei,Na zgłupienie wspólne, śmiech z niczego,I taniec w deszczu... ''img/smilies/smile img/smilies/smile

Offline

 

#94 2010-04-15 00:40:28

Nassanael Rhamzess
Zaklinacz - Hasziszijun
Skąd: Olsztyn
Zarejestrowany: 2010-02-14
Posty: 6518

Re: Sny Szatańskie o Niebie czyli o czym śni Nassanael

Wpadnij do działu muzyka przed snem to posłuchasz przed snem przy czym tworzę i co kocham...


"Artyści kłamią, aby pokazać prawdę, a politycy, aby ją ukryć."
"Pod tą maską kryje się idea, panie Creedy, a idee są kuloodporne."
V jak Vendetta

Offline

 

#95 2010-05-05 13:12:48

imięBoga
zaaklimatyzowany
Zarejestrowany: 2010-04-28
Posty: 159

Re: Sny Szatańskie o Niebie czyli o czym śni Nassanael

Nassanael Rhamzess napisał(a):

Część trzecia: "Pół - wampir - pół człowiek - przekleństwo czy źródło siły?" :diabolo:

Wiedziony Jej wzrokiem podleciałem do okna i jak zahipnotyzowany patrzyłem się w Jej duże oczy koloru chabrów... Przysiadłszy na szerokim parapecie okna wziąłem Ją za ręce i chciałem coś powiedzieć lecz kompletnie nie wiedziałem co...oczy mówią za mnie...Po jakiejś minucie...czy ja wiem...straciłem poczucie czasu i miejsca, odezwała się pierwsza.
-Ty...masz dziwne oczy....hipnotyzują mnie...
-Tt Ty też....
-Naprawdę umiesz latać...czy ja śnię...nie wiem kim jesteś ale czuję jakbym znała Cię od dawna...od początku mojego życia...
Przesuwałem spragniony wzrok po Jej długich i bujnych, kasztanowych, lekko kręconych włosach, szyi jakby odlanej z czystego mleka i zastygniętej w idealnej, antycznej pozie, ramionach osłoniętych szarym materiałem, rękach delikatnych acz energetyzujących w dotyku. Jej usta, pełne lecz w żadnym stopniu nie za duże, były półprzymknięte jakby chciały coś mówić a jednocześnie milczały w słodkim śnie. Aksamitne policzki i nos wyrzeźbiony z czystej harmonii oraz równe, niezmącone żadną zmarszczką ni krzykliwym kolorem czoło...to wszystko stapiało w jedną, doskonałą całość wrażenie niewinności....Poczułem łzy na moich policzkach....
-Dlaczego płaczesz?
Nie odpowiedziałem od razu...słowa nie nadają się do tej odpowiedzi.....lecz czy milczenie naprawdę jest złotem gdy Jej głos tak słodko wzywa?...
-Bo....wiem już po co się urodziłem...Marion.
-Lećmy...
Porwałem Ją w ramiona i odurzony Jej bliskością, ciepłem i zapachem lekko odbiłem się stopami od parapetu do tyłu wciąż na Nią patrząc, ekstaza lotu potroiła się wraz Jej obecnością przy mnie...Lecz naszą ciszę przerwał nagły zgrzyt otwierania starych przerdzewiałych zawiasów piętro wyżej.
-Marion! Curuś! To Szatan - widziałam go w snach! Bóg Ci nie miły?! Curuś w imię Boga wracaj!
-Żegnaj mamo, pożegnaj ode mnie tatę. Nadszedł czas byś zobaczyła, że samymi modlitwami w pustelni nie można nakarmić serca córki...Żegnaj.
-w imię Jezusa zostaw moją córkę!!! Rozkazuje Ci Demonie! Osądzam Cię w Imieniu Jez....
Wystarczyło jedno spojrzenie wampirzej części mojej duszy by została zahipnotyzowana strachem a jednocześnie jakimś rodzajem dziwnego zachwytu...
-Nie sądź bo jak sądzisz tak Ciebie osądzą...i nie bój się o córkę. Już ja o Nią zadbam.
Kobieta stała ściskając krzyż w rękach gapiąc się szeroko otwartymi oczami na mnie i Marion unoszących się bezgłośnie w świetle księżyca. Odwróciłem się i przyśpieszyłem gwałtownie znikając z oczu posępnej wieży na pustkowiach...
Łzy ekstatycznego szczęścia z Jej bliskości i lotu wysuszał mi wiatr gdy poczułem Jej usta na moim policzku...Odpowiedziałem Jej tym samym...tylko dłużej...i usłyszałem...
-Kim jesteś?
-Jestem Armenho Don Etherus...pół wampir...pół człowiek...
Spojrzałem w Jej oczy niepewny reakcji lecz ujrzałem zachwyt i szczęście...
-Ja jestem Marion Falkhist...moi rodzice są Zakonnikami Drogi Zbawienia...wychowywali mnie w swoim duchu...lecz ja...
Przytuliłem Ją do swej piersi mocno i czule i leciałem...leciałem...Nad polami i wzgórzami, nad mrocznymi borami, nad rozległymi taflami jezior skąpanymi w świetle księżyca, zniżyłem lot nad jednym z nich i lecieliśmy tuż nad jego taflą...zmierzałem w niewiadomą...lecz moje i Jej serce bijąc razem doskonale nas prowadziły. Szczęścia mojego połączonego ściśle i nierozerwalnie z Nią,  nie da się opisać niczym i w żaden sposób nie da się oddać nawet cząstki tej ekstazy...Dreszcze przechodziły całe moje ciało i łączyły się z Jej rozkoszą, uczucie spełnienia i potęgi przepełniało mnie całego tak mocno, że...słowa nie są w stanie tego oddać tak by tego nie skaleczyć ani nie ująć temu ani  kawałka.
-Kochany...
-Tak?
-Będą chcieli Cię zabić...
-O to się nie martw...dam sobie radę z tymi ludźmi o małych sercach i długich językach. W końcu jest we mnie wampir...
-Kochany czy Ty...zabijasz?
Spojrzałem w Jej oczy po raz drugi obawiając się niepewności lecz po raz drugi zobaczyłem coś odwrotnego...miłość.
-Nie...nie zabijam...nie piję ludzkiej krwi...
W odpowiedzi ugryzła mnie lekko w ucho.
-Kochany...
-Tak...kochana?
-Musimy uwić sobie gdzieś przytulne gniazdko....gdzieś wysoko...
-Oo tak...wyjęłaś mi to z ust kochana...gdzieś wysoko...

Witaj. Miałam taki sam sen... Ale byłam w nim tą kobietą. Śniło mi się to przez okrągły rok,noc w noc kolejny odcinek. Przychodził do mnie i mnie zabierał,byłam jego kochanką i wiem że był szatanem. Zabierał mnie w podróże,nie był zły ale raczej dobry i kochający... Spisałam wszystkie sny w pamiętniku prawie 7 lat temu................


Jak spękana ziemia wody....
Tak ja chwili zrozumienia łaknę...

Offline

 

#96 2010-05-05 13:21:00

Risthalion
Scholar Arcanum of Schola Psykana
Skąd: Terra
Zarejestrowany: 2010-03-03
Posty: 1749

Ostrzeżenia: 1

Re: Sny Szatańskie o Niebie czyli o czym śni Nassanael

To zapraszamy do podzielenia się nimi... Jeśli oczywiście masz na to ochotę, bo do niczego cię nie zmusimy... Ale chętnie poczytamy.img/smilies/smile


powiedz mi co o mnie myślisz...

Ludzie są głupi. Zawsze to powtarzam.

NIENAWIDZĘ FANATYKÓW.img/smilies/mad

Offline

 

#97 2010-05-05 14:41:25

Nassanael Rhamzess
Zaklinacz - Hasziszijun
Skąd: Olsztyn
Zarejestrowany: 2010-02-14
Posty: 6518

Re: Sny Szatańskie o Niebie czyli o czym śni Nassanael

Tak podziel się...brzmi bardzo interesująco!!!


"Artyści kłamią, aby pokazać prawdę, a politycy, aby ją ukryć."
"Pod tą maską kryje się idea, panie Creedy, a idee są kuloodporne."
V jak Vendetta

Offline

 

#98 2010-05-05 14:57:52

imięBoga
zaaklimatyzowany
Zarejestrowany: 2010-04-28
Posty: 159

Re: Sny Szatańskie o Niebie czyli o czym śni Nassanael

Nie wiem czy mam na to siłę Nassanael, nie wiem jak skończyła się twoja historia ale w moim śnie walczyłam z Nim, koniec był straszny. Najpierw była miłość,ty znałeś swoją misję i ja potem też poznałam swoją. Mimo iż pokochałam Go w moim śnie to później zrozumiałam kim on jest i stałam się Jego wrogiem wbrew miłości dla dobra ludzi... boję się że on wróci do moich snów i będzie się mścił za to że Go zdradziłam... Byłam z nim w piekle i w niebie,w Jego domu...


Jak spękana ziemia wody....
Tak ja chwili zrozumienia łaknę...

Offline

 

#99 2010-05-12 13:36:51

lapicaroda
berzerkerka
Zarejestrowany: 2010-04-06
Posty: 1886

Re: Sny Szatańskie o Niebie czyli o czym śni Nassanael

Niektóre ze zdań wypowiedzianych przez Marion mnie rozwaliły.Dialog na początku III części...
Przysięgam, że dopiero dziś się wzięłam za czytanie tego opowiadania w całości, bo dotąd tylko przeleciałam po łebkach ostatnią część.
Może naprawdę sny pokazują nam w jakiś filmowy,podkoloryzowany sposób coś, co nas spotkało, spotyka bądź spotka.

Offline

 

#100 2011-03-15 23:53:36

Hoffman Moritsu
zaaklimatyzowany
Skąd: Lublin
Zarejestrowany: 2011-03-08
Posty: 510

Re: Sny Szatańskie o Niebie czyli o czym śni Nassanael

Nassanael Rhamzess.Przeczytałem tylko pierwszy twój post i od razu zaniechałem czytania drugiego.Nie interesują mnie twoje sny lecz mam dla ciebie jedynie radę związaną z tym tematem.Otórz jeśli chcesz już zapisywać swoje sny to zapisuj to co jest w nich niezwykłe,coś rzadkiego,przełomowego jak na przykład uzyskanie świadomości czy jakieś ,,paranormalne"wydarzenia.Pisanie o swoich snach i czytanie co drugiego postu typu:,,Ale fajny sen,super też bym tak chciał" nie ma jak dla mnie żadnego sensu lecz rób co chcesz img/smilies/smile


Zapraszam do gry img/smilies/smile
ERA BLEACHA          OUTBREAK

http://c3201142.cdn03.imgwykop.pl/comment_REIfEQvc46ZCYgYaRlbtbjnvSKt8fed2,w400.jpg

Offline

 

Stopka forum

Powered by PunBB
Host by: Hosting
© Copyright 2002–2005 Rickard Andersson



Założ : stronę za darmo