Ogłoszenie

MĘDRZEC POTRAFI UCZYĆ SIĘ NAWET OD GŁUPCA. GŁUPIEC NIE UCZY SIĘ NIGDY


"Zapalcie swoje świece dobra i mądrości i zarażajcie innych tym, co jest najważniejsze."
Krzysztof K.

Z dnie 2 marca 2020 Hosting VGH.pl konczy dzialalnosc, dane stron zostana zabezpieczone, jesli chcesz przeniesc strone na swoj serwer lub ustawic przekierowanie napisz na pomoc@ehmediagroup.net

#51 2018-10-22 06:25:05

Lidka
mentor
Zarejestrowany: 2010-02-15
Posty: 21446

Re: Serce przemawia

Marta, właśnie tak się dzieje, nasza dziecięca logika funkcjonuje inaczej, dziecko przeżywa bardzo intensywnie WSZYSTKO. WSZYSTKO bierze za prawdę, a zwłaszcza to, czego się dowiaduje od najbliższych. Ono jest wtedy samą miłością w małym ciałku, więc spodziewa się, że wszyscy tak samo. A przeżywa tak intensywnie dlatego, że jego zmysł krytyczny jeszcze nie funkcjonuje, ma za mało danych, dopiero je powoli zbiera. Więc i wystarczy jednorazowe zdarzenie, żeby dać się silnie uwarunkować na całe życie.

Co do mojego życia – Marta, ja o nim za wiele nie mówię, bo i nie bardzo jest o czym dyskutować. Ono jest jak u każdego innego człowieka. Tyle, że moje podejście jest inne, ja po prostu tego, co inni uważają za problem, co ich, boli, nie uważam za problem i nie boli mnie to.

Jest też jeszcze kwestia otwartości. Jeśli widzę, że ktoś nie jest na mnie otwarty (tak jak Ty teraz, Marta, otworzyłaś się i zupełnie inaczej do wszystkiego podchodzisz, nie masz pojęcia, jak się cieszę z tego powodu), w ogóle nie mam co gadać o sobie, bo cokolwiek powiem, zostanie odebrane na odwrót, że się chwalę, wymyślam i takie tam, sama wiesz.

Co ja takiego robiłam, że mi się udało z synem? No, dla mnie to było trudne przejście, zważywszy choćby na fakt, że nie należę do kobiet z wybujałym instynktem macierzyńskim, nigdy się nie zachwycałam dziećmi i nie ciągnęło mnie do nich. Rzecz jasna moje dzieci bardzo kochałam i kocham, ale wierz mi, po iluś tam latach zajmowania się nimi non stop byłam już potwornie zmęczona i zależało mi na tym, żeby mieć trochę oddechu bez nich. A tu klapa, młodszy miał problem… No więc nie było wyjścia. A jak nie było wyjścia, po prostu pogodziłam się z tym, zaakceptowałam ten fakt. Czyli przestałam liczyć na to, że będę miała dla siebie ten „oddech”. I kochałam go, po prostu. Ustaliłam warunki – a z nim było to łatwe, bo, skubaniec, od drugiego roku życia mówił pełnymi zdaniami i bez tego dziecięcego przekręcania słów, wszystkie trudne głoski wymawiał od pierwszego kopa normalnie – że zgodzę się na jego przerwę w przedszkolu, ale on też musi coś dla mnie zrobić: w ciągu dnia nauczyć się zajmować sobą samym w swoim pokoju co najmniej godzinę. Przystał na to i rzeczywiście nie był kłopotliwy.

A jak w szkole wyszła ta dysleksja, mój młodszy synek stał się dla mnie nauczycielem cierpliwości. Codziennie z nim ćwiczyłam czytanie, nie było to łatwe, bo mały miał pamięć wręcz fotograficzną i próbował mnie oszukiwać. Po moim pierwszym czytaniu (powoli, pokazując palcem każdy wyraz, przy dysleksji litery widzi się poprzestawiane) zdążył nauczyć się treści na pamięć i trzeba było dużo uwagi, żeby to odkryć. Żmudna praca, ale nie denerwowałam się, nie niecierpliwiłam się, zachęcałam, chwaliłam, tłumaczyłam i udało się. Jak już były jakieś postępy, kupiłam mu nową książeczkę, która go bardzo zaciekawiła. Przeczytaliśmy początek razem, potem ja miałam jakieś zajęcie, które mnie oderwało, a mały zaczął sam dukać, bo był ciekawy, co będzie dalej. Powoli, ale mu szło, potem przybiegł do mnie opowiedzieć mi, co przeczytał. I właśnie przy tych samodzielnych próbach jakoś tam (nie mam pojęcia, jak!) poukładał sobie w głowie te literki jak trzeba i naprawdę zaczął czytać. A takim punktem przełomowym w tej dysleksji (i dysgrafii, to idzie w parze) stał się „Harry Potter”. To było później, ale właśnie to zadecydowało, chłopak czytał jak zaczarowany. I to dopiero nauczyło go tak do końca pokonać dysleksję, ba, przestał też robić błędy ortograficzne. I, choć z natury rzeczy ma umysł ścisły (a matematykę kocha namiętnie), jest człowiekiem czytającym i to dużo.

Czyli miłość, praca, cierpliwość, ale też nieużalanie się na nim, nietraktowanie go inaczej, jako dziecko specjalnej troski, zachęcanie do pracy (i do samodzielności), radość z postępów. I chyba nic poza tym?...

martin1002 napisał(a):

Niekoniecznie. Nie przypominam sobie jakiegoś szczególnego lgnięcia do rodziny, do domu. W wieku 5-6 lat fascynowało mnie obserwowanie innych dzieci, które zachowywały się w sposób bardziej dojrzały ode mnie, potrafiły się bawić w dom, w sklep i inne trudne rzeczy. Jednak jak już wielokrotnie wspominałam często miałam ich dosyć, wpadałam w złość i robiłam im krzywdę. Często same prowokowały mnie do tego, mówiąc mi jakąś niemiłą rzecz, a potem mogły powiedzieć "proszę pani ona mnie bije", czerpały satysfakcję z bycia stroną pokrzywdzoną.

Wiesz co, myślę, że swoją postawą (rzecz jasna nieświadomą, to się dzieje na poziomie energetycznym poprzez naszą emanację) prowokowałaś je do tego. Dzieci żywo reagują na wszystko, co wyczuwają jako „inne” niż reszta.

I nie miej poczucia winy z tego powodu, to jeden z największych „hamulców” w rozwoju duchowym! Przecież byłaś dzieckiem, zupełnie nieświadomym, Twoje agresywne reakcje z późniejszych lat (nawet jeśli nie pamiętasz, co je prowokowało) były reakcjami odruchowymi, obronnymi. Takim nieświadomym wołaniem o pomoc, a nie znakiem, że jesteś „niedobra”. Być może ktoś to zanegował i tak samo jak z tymi lodami w moim przykładzie, zrozumiałaś po dziecięcemu i szłaś w życie jako ta „niedobra”?... Dziś przecież rozumiesz problem i widzisz, że było, jak było, bo zabrakło w Twoim życiu jakiego elementu, który by to „przełamał”?...

martin1002 napisał(a):

No niby tak, ale jestem przekonana, że pod pewnymi względami już do końca życia będę do tyłu w stosunku do moich rówieśników. Pewne fazy rozwoju społecznego mocno mi się opóźniły.
Civilmonk pokonał autyzm, teraz jest super wygadanym, troskliwym, empatycznym menadżerem, socjal ma rozwinięty na bardzo wysokim poziomie. Patrząc na niego teraz nikt by się nie domyślił, że 20-30 lat temu miał jakieś problemy z kontaktem z ludźmi.

Niekoniecznie, Marta, NIC nie jest przesądzone! Ale jak będziesz tak myślała (zdanie podkreślone), to i tak właśnie będzie. Napiszę Ci potem (w innym mailu) dobry przykład względem tego stwierdzenia.

Wiesz co, dzieci z łatwością adaptują się do sytuacji, po prostu biorą życie takie, jakie jest i tyle. Fakt, że nosiłaś to takie coś ortopedyczne, wcale nie musiał być dla Ciebie problemem. Problemem mogło się stać w związku z tym coś innego: tratowanie Ciebie przez rodziców w związku z tym. Nie wiem, jak to było, Ty, możliwe, też możesz się tego nie dowiedzieć (ale warto zapytać mamę o to, po jej reakcji możesz się zorientować, jak kiedyś do tego podeszła), ale jeśli bardzo Cię żałowali, jeśli traktowali Cię z tego powodu jakoś szczególnie, jak najbardziej mogło to w Tobie zaszczepić jakieś uwarunkowanie, nie wiem, może przeświadczenie, że jesteś „biedna”, wymagająca specjalnej troski, „inna”?...


martin1002 napisał(a):

Niby próbuję to robić, ale to nie działa tak jak powinno. Czasem zmuszam się do różnych rzeczy, których nie chcę, czuję to całym ciałem, ale mimo to robię to na siłę, bo "tak trzeba", ale później muszę to jakoś odchorować, o czym stale piszę tutaj. Staram się odciąć od ciała, od niewłaściwych odczuć, blokuję je na jakiś czas, ale później to i tak wyłazi pod postacią np. wstrętu do jedzenia. Ciało mówi w ten sposób "nie trawię tej sytuacji".
Więc chyba jednak muszę zmienić podejście, muszę dotrzeć do tego pierwotnego uszkodzenia mojej struktury osobowościowej, bo inaczej to nie ma sensu.

Prawda. Ale nawet jak nie dotrzesz do tej pierwotnej struktury, jak najbardziej możesz to w sobie zmienić na bazie tego, co dziś chcesz, jaka chciałabyś być. Zmuszanie się jest „pod prąd życia”. Ale można i zmuszać się od czasu do czasu, pod warunkiem, że to będzie taki napęd na jakiekolwiek działanie, gdyż nagle nas ogarnęło jakieś lenistwo, np. Bo potem, w samym działaniu, trzeba porzucić to i działać bez tego napięcia „muszę”. Czyli przejść na tryb „chcę”. Dlatego tak istotna, choć dla wielu zaskakująca (dla mnie kiedyś też, nie rozumiałam tego) jest ta rada, że jak czegoś nie lubisz – pokochaj to.

Z tym, że nie chodzi  tu od odcinanie się od uczuć, o blokowanie ich (sama widzisz, co to daje – nic), a o przekształcanie tych negatywnych. A ono polega na tym, że jak czegoś nie lubisz, a zmienisz do tego podejście, przestajesz nie lubić, a zaczynasz lubić, a co najmniej akceptować. Jak rzeczywiście dojdziesz do tego, to znaczy, że masz te negatywne przekształcone.

Więc widzisz, zmiana podejścia jest tu podstawą. Tryb „muszę” nie prowadzi do pozytywnych rezultatów. Trzeba w podejściu wejść w tryb „chcę”.


Pozdrawiam!

Lidka

Offline

 

#52 2018-10-22 10:53:16

Lidka
mentor
Zarejestrowany: 2010-02-15
Posty: 21446

Re: Serce przemawia

Mam chwilkę, to machnę Ci ten przykład z życia na temat tego, jak trzeba uważać na to, co się myśli i jak bardzo warto zdać sobie sprawę z tego, co to są nasze myśli i uczucia i jak funkcjonuje życie, a my w nim.

Otóż zaraz po ślubie mieszkaliśmy 2 lata w wynajętych 2 pokojach w domku na niedużym osiedlu. Tam mieliśmy sąsiadów, trochę starszych od nas, ale bardzo się zżyliśmy i polubiliśmy. Potem wyprowadziliśmy się do naszego domu, więc te kontakty były coraz rzadsze. I po paru latach pewnego dnia oni nas odwiedzili. Okazało się, że ona była 3 lata po operacji, miała nowotwór jajnika. Teraz powinna iść na badania i bardzo się tego bała. Przypomniała sobie mnie i nagle zatęskniła za mną, za tamtymi spotkaniami i pogaduszkami.

To była bardzo miła wizyta, znajoma wykorzystała ją, żeby mnie prosić, żebym do niej przyjeżdżała od czasu do czasu. Bo chce mi coś powiedzieć i w ogóle, ja jedna mogę ją zrozumieć, tak czuła.

Pojechałam zaraz w tygodniu i dobrze, że siedziałam w fotelu, bo inaczej bym padła. Ona otworzyła się przede mną i opowiedziała mi, jakim horrorem było jej małżeństwo. W życiu bym nie powiedziała, byliśmy przez te 2 lata bardzo zaprzyjaźnieni i nigdy, nigdy nie widzieliśmy ani nie podejrzewaliśmy tego, co ona mi opowiadała. Ukrywali to, traktowali jako ich osobisty dramat, w który nie należy innych wdrażać. Najkrócej mówiąc – żyli w potwornej negatywności: on – alkoholik (dopiero po naszej wyprowadzce zaczął pić na umór), zapijał rozczarowanie życiem i fakt, że musiał zrezygnować z uprawiania wyczynowo sportu, bo się ożenił i musiał zarabiać na rodzinę. Ona – że ją uwiódł, zrobił dziecko, potem drugie, po czym ją unieszczęśliwił, źle ją traktuje, ona ma nerwicę, fobie (bała się wychodzić z domu), psychotropy nie pomagają i już jest uzależniona itp. Itd. W sumie to mało ważne, chodzi mi tylko o to, żeby pokazać, w jak potwornej negatywności żyli przez kilka ładnych lat.

Nie wiedziałam, jak mogę jej pomóc, co mogę zrobić, w sumie nie dopuszczała mnie do głosu, tyle żalu w niej było, żalu, którego chciała się pozbyć, bo w tej rodzinie działo się naprawdę źle. Zaczęłam jej opowiadać o życiu, o jego prawach, o tym, co negatywne, co pozytywne, no, pokrótce to, co opowiadam tu przy różnych okazjach. Także o tym, że samo to nasze życie tworzymy.

Ona mnie słuchała, twierdziła, że jak tak opowiadam na te tematy, ona zaczyna czuć spokój, dobrze jej to robi. Słuchała z zainteresowaniem, rozumiała, co mówię. Ale momentem przełomowym, w którym nie tylko rozumiała, ale naprawdę zdała sobie z tego sprawę, była jedna rozmowa.

Na temat tej wizyty kontrolnej w szpitalu. Ona panicznie się jej bała, bo, jak mówiła, czuła, że ma przerzuty.  Po operacji  i to w tym pierwszym roku miała już dwie „chemie” i to, czego bała się najbardziej, to właśnie kolejna. Zapytałam, dlaczego. Opowiedziała mi, jak potwornie się czuła w trakcie podawania tych toksyn i jeszcze na długo potem. Jak wymiotowała, traciła siły, miała wrażenie, że umiera, czuła się tak źle, że nie jest w stanie mi nawet opowiedzieć! W pewnym momencie przeprosiła mnie, i pobiegła do łazienki, tak silne torsje ją chwyciły. I podczas gdy ona „bratała się z kibelkiem”, mnie olśniło. Jak przyszła, zielona na twarzy, nasza rozmowa wyglądała mniej więcej tak:

- A kiedy miałaś tę ostatnią „chemię”?
- Dwa lata temu.
- I jak długo tak źle się czułaś?
- O, dobre 3 tygodnie, a potem słaba byłam jeszcze z miesiąc albo i dłużej.
- A teraz, po tych dwóch latach od tej „chemii” czujesz się dobrze?
- Tak, potem już wszystko było bardzo dobrze i dlatego tak bardzo się teraz boję, że tym razem będzie jeszcze gorzej. Zobacz, na samą myśl robi mi się niedobrze!
- No widzę. Ale teraz zastanów się, dlaczego tak zareagowałaś? Dlaczego poczułaś się nagle tak źle, jakbyś tę „chemię” dostawała. Przecież nic się nie dzieje, siedzę u Ciebie, rozmawiamy sobie, pijemy pyszną herbatkę, jest przyjemnie i nagle co, czujesz się, jakbyś tę „chemię” dostawała zamiast tej herbatki?...

Konsternacja…

- A wiesz, faktycznie… Ja tylko pomyślałam o niej, a te efekty same się we mnie pojawiły.
-Otóż to. Pomyślałaś. Ale też wczułaś się w to, czego tak bardzo się boisz. No i właśnie to sobie stworzyłaś. Sama. Jak to się ma do rzeczywistości, do tej przyjemnej wizyty dziś?...

Chwila ciszy…

- O wszyscy święci, więc to TAK działa!... To znaczy, że jak zmienię tok myślenia o tym, to i inne reakcje wywołam, zgodne z tym innym myśleniem!

Kiwnęłam głową, owszem. Kolejna chwila ciszy…

- O, matko… Ale to znaczy też, że tego raka to ja sobie sam stworzyłam na skutek tych wszystkich negatywnych myśli i uczuć!!!

No, nie da się ukryć… Owszem. Tak się kończy magazynowanie w sobie negatywności, negatywnych uczuć (jakikolwiek jest ich powód, on jest bez znaczenia). Ich naturą jest ruch, a jak je w sobie blokujemy i gromadzimy, nie pozwalamy przez nas przepływać i wychodzić z nas, same sobie szukają możliwości wyjścia i robią to właśnie poprzez ciało w postaci chorób. Zatem choroby są naszymi sojusznikami, bo informują nas o tym, co się z nami dzieje, motywują do poszerzania świadomości.

Wracając do mojej znajomej, ta rozmowa była decydująca, ona na własnym przykładzie zobaczyła, w jaki sposób tworzymy to, co myślimy i czujemy. To była dla niego informacja, dzięki której tak bardzo zmieniła swój sposób myślenia, pojęła, dlaczego przez tyle lat była taka nieszczęśliwa, dlaczego to, tamto, nagle wszystko stało się jasne. Poszła na te badania bez strachu, owszem, były przerzuty. Ale lekarze nie chcieli dać jej „chemii”, bo to by ją mogło zabić, miała kiepskie wyniki. Poprosiła, a w zasadzie wymogła na lekarzach zapisanie jej leków na poprawienie tych parametrów - zgodzili się, ale w dalszym ciągu nie wierzyli, że jej ta „chemia” pomoże.

I nadszedł dzień, kiedy pojechała do szpitala na badania i, w razie poprawy, od razu miała zostać na tę „chemię”. Tak też się stało, wyniki miała dobre, więc dostała kroplówkę. I tak była „nakręcona” tym swoim odkryciem, jak działają myśli, że nie miała nawet momentu zawahania. Płyn sączył się z kroplówki, a ona żartowała, śmiała się, była w doskonałym nastroju, lekarze dziwili  się i nawet żartowali sobie, że może ona zamiast tej „chemii” dostaje wódkę. A potem okazało się, że nie ma nawet zawrotów głowy, czuje się doskonale, podskakuje, ma mnóstwo sił, więc i nie było potrzeby zatrzymywać jej w szpitalu.

Cały czas do niej jeździłam, raz na tydzień, czasami dwa, dziewczyna zaczęła nowe życie. Badania kontrolne po tej „chemii” wykazały taki spadek markerów nowotworowych, że powtórzono badania, wręcz niemożliwe wydawało się, żeby w jej stanie, z tyloma przerzutami, mogła mieć tak dobre wyniki. A miała. I czuła się naprawdę doskonale.

W końcu po tych dwóch latach umarła, ale to już zupełnie „inna para kaloszy”, więc o tym teraz nie chcę mówić. W każdym razie faktem tu jest, że dzięki uświadomieniu sobie samej siebie w życiu, jak ono funkcjonuje itd., zmianie wzorców myślowych, dziewczyna podarowała sobie 2 lata naprawdę dobrego życia.

Dlatego, Marta, nie myśl, że nie potrafisz czegoś, że się nie uda, że nie warto itd. Bo w życiu jest dokładnie tak, jak myślimy, że jest (a za tymi myślami idą adekwatne uczucia, rzecz jasna). Wszystko zależy od naszego podejścia.


Pozdrawiam!

Lidka

Offline

 

#53 2018-10-22 17:52:16

martin1002
przyboczny
Zarejestrowany: 2014-02-23
Posty: 3657

Re: Serce przemawia

Podtrzymuję zdanie, którego nie wyraziłam po pierwszym Twoim poście: to tylko kwestia odpowiedniej hipnozy. Nic duchowego. Nic mistycznego.


[i]Samadhi has no gate, you cannot enter it.[/í]

Offline

 

#54 2018-10-22 19:00:34

Lidka
mentor
Zarejestrowany: 2010-02-15
Posty: 21446

Re: Serce przemawia

Marta, ale życie w całości JEST mistyczne i duchowe. Nie tylko w tej części, którą niektórzy uważają za duchową, czyli tę, która wykracza poza to tzw. zwykłe materialne życie. Trzeba patrzeć na całość, a nie tylko na jedną część, bo wtedy ta pomijana część "więdnie", nie rozwija się i hamuje rozwój duchowy generalnie.

Wydaje mi się, że wielu ludzi (bardzo możliwe, że Ty też) "zahipnotyzowało się" (zgodnie z Twoim określeniem) wiarą, że duchowość to coś, co jest oddzielone od materialnego życia. A to jest "błąd w założeniu"... A jak jest "błąd w założeniu", to i wynik fałszywy. A także mizerne efekty...

Wiesz, piszę te słowa do Twojego rozsądku, logiki. Ale nie liczę na to, że Cię przekonam. Nie udało mi się przekonać Sosana, CM-a w swoim czasie też nie, nikogo, kto też był zafascynowany filozofią Wschodu, więc i Ciebie też nie muszę. Ale rozważ to, naprawdę warto.


Pozdrawiam!

Lidka

Offline

 

#55 2018-10-22 19:39:00

martin1002
przyboczny
Zarejestrowany: 2014-02-23
Posty: 3657

Re: Serce przemawia

Tam, gdzie wszelkie myśli gasną, nie istnieje materia...


[i]Samadhi has no gate, you cannot enter it.[/í]

Offline

 

#56 2018-10-22 19:52:54

civilmonk
szlachetny gawędziarz
Zarejestrowany: 2010-04-19
Posty: 7985

Re: Serce przemawia

Pani siebie nie boi, Pani będzie zadowolona, naprawdę złociutka, będzie zadowolona jedna taka


Happiness is peace in motion, peace is happiness at rest

Offline

 

#57 2018-10-23 05:27:48

Lidka
mentor
Zarejestrowany: 2010-02-15
Posty: 21446

Re: Serce przemawia

martin1002 napisał(a):

Tam, gdzie wszelkie myśli gasną, nie istnieje materia...

A gdzie wszelkie myśli gasną?


Pozdrawiam!

Lidka

Offline

 

#58 2018-10-23 21:56:32

civilmonk
szlachetny gawędziarz
Zarejestrowany: 2010-04-19
Posty: 7985

Re: Serce przemawia

Jak to gdzie? W gaśnicy myśli przecież.


Happiness is peace in motion, peace is happiness at rest

Offline

 

#59 2018-10-24 05:36:40

Lidka
mentor
Zarejestrowany: 2010-02-15
Posty: 21446

Re: Serce przemawia

Czyli?... img/smilies/smile.

CM, Ty wiesz, o co mi chodzi. Poczekam na Martę. Choć będzie, jak będzie, nie mam oczekiwań. Ale może tym razem Marta zechce jednak pomyśleć i zrozumieć?... img/smilies/wink.


Pozdrawiam!

Lidka

Offline

 

#60 2018-10-24 18:10:57

martin1002
przyboczny
Zarejestrowany: 2014-02-23
Posty: 3657

Re: Serce przemawia

martin1002 napisał(a):

Tam, gdzie wszelkie myśli gasną, nie istnieje materia...

To stwierdzenie niesie za sobą bardzo poważne konsekwencje... co właściwie miałam na myśli, pisząc te słowa?

Nabrałam chęci na milczącą adorację własnego Ja. Tego bezpostaciowego, mistyczną kontemplację Najświętszego Serca. Dlatego stwierdziłam, że muszę przerwać dalsze pisanie na forum.
http://www.cosgan.de/images/midi/konfus/g035


Spuszczam się wgłąb siebie, chwilowo nie interesuje mnie kontakt ze światem zewnętrznym. Ale jak już mnie prowokujecie, żeby coś napisać, to napiszę.


[i]Samadhi has no gate, you cannot enter it.[/í]

Offline

 

#61 2018-10-24 19:05:16

Lidka
mentor
Zarejestrowany: 2010-02-15
Posty: 21446

Re: Serce przemawia

Ochota ochotą, ale mnie się wydaje, że rozmowa zeszła na "niewygodny" aspekt życia i dlatego wycofujesz się... img/smilies/wink. Nie bój się, Marta, nie dawaj się "zjadać" strachowi, uświadom go sobie i idź dalej przez życie z podniesioną głową i uśmiechem w sercu. Życie jest w porządku, wręcz magiczne, trzeba tylko dać sobie samemu szansę na dostrzeżenie i przeżycie tej magii. Podróże wgłąb siebie absolutnie nie stoją w sprzeczności z materialnym życiem, wprost przeciwnie, jedno dopełnia drugie. A jedno bez drugiego ani nie jest pełnią, ani nie prowadzi do spełnienia.

Ale nie będę Cię prowokować, pozostań przy tym, co Ci pasuje najbardziej img/smilies/smile.


Pozdrawiam!

Lidka

Offline

 

#62 2018-10-24 20:18:44

martin1002
przyboczny
Zarejestrowany: 2014-02-23
Posty: 3657

Re: Serce przemawia

Lidko, to, co Ty nazywasz AKCEPTACJĄ ŻYCIA, ja postrzegam jako poddanie się, rozgoryczenie, rezygnację, danie się złamać przez życie, przegranie walki z nim. Bycie przegranym, stłamszonym, zgniecionym, zmiażdżonym, przydeptanym wielkim, niewidzialnym butem. Robienie dobrej miny do złej gry. Nie pasuje mi coś takiego. Sztywne polecenie KOCHAJ!!! - nie dla mnie.

Lidka napisał(a):

W końcu po tych dwóch latach umarła, ale to już zupełnie „inna para kaloszy”, więc o tym teraz nie chcę mówić. W każdym razie faktem tu jest, że dzięki uświadomieniu sobie samej siebie w życiu, jak ono funkcjonuje itd., zmianie wzorców myślowych, dziewczyna podarowała sobie 2 lata naprawdę dobrego życia.

To tak jakby gdzieś wyjechać na dwa tygodnie, przez cały czas lało i dopiero ostatniego dnia na parę godzin zaświeciło słońce...


civilmonk napisał(a):

Pani siebie nie boi, Pani będzie zadowolona, naprawdę złociutka, będzie zadowolona jedna taka

To dla mnie urocze słowa, dały mi dużo radości. "Jedna taka" skojarzyło mi się z jednością - czyli jednolita, zintegrowana? To miałeś na myśli?

Nie wiecie, czego się boję.

Jest we mnie dużo energii - zapału, chęci do życia, ale jest też olbrzymia frustracja, agresja, nienawiść, złość, gniew. Nie wiem, co z tym zrobić, jak to wyrazić, wyrzucić z siebie, jak się tego pozbyć. Męczy mnie to. Nękają mnie fantazje, w których robię Civilmonkowi dominację w stylu BDSM.
Na powrót otaczam się kolorem czerwonym, którego unikałam przez ostatnie 10 lat, a który chętnie nosiłam w przedszkolu.
Czakra się otwiera, nie mogę tego powstrzymać. Opanowały mnie diabelskie moce. Wizualizuję krwawe sceny, aby rozładować napięcie pojawiające się w związku z np. nielubianą piosenką w radiu. A co, jeśli to nie jest tylko moja wyobraźnia, co, jeśli to rzeczywiste sceny z przyszłości lub przeszłości?...
Słyszałam parę dni temu wieczorem, jak jakieś auto jebło w barierkę na przystanku koło mojego domu. To zaczyna wymykać się spod kontroli... img/smilies/sad

I tego się właśnie boję - braku kontroli nad sobą. Ta paląca wściekłość jest czymś niepożądanym, niewłaściwym. To uczucie do przetransformowania. Za mało wzniosłe i uduchowione. Aż wstyd się do niego przyznawać. Bunt, opór przed zejściem w materię, opór przed działaniem, przed zniżeniem się do poziomu przeciętnego prostaka-ignoranta.
Za każdym razem, kiedy próbuję zacząć myśleć INACZEJ, zalewa mnie fala takiej właśnie negatywności.

Odnośnie gaśnięcia myśli - kojarzysz taki stan, kiedy uczucie wypełnia umysł, percepcję ludzką do tego stopnia, że nie zostaje już miejsce na żadne myśli?... Pozostaje tylko walenie głową w czarny betonowy mur. Nie wiadomo, jakie działanie podjąć - czy przeczekać, czy coś zrobić... wszystko takie mdłe, ciało takie niemrawe, obojętne, a jednocześnie ten palący ogień wewnątrz, którego nie da się uspokoić, ujarzmić. A może się da, tylko nie odkryłam jeszcze sposobu... Znowu ta przeklęta klatka, martwy glut, zdechła klucha, w której uwięziony jest mój niespokojny duch, niepokorny, demoniczny.


[i]Samadhi has no gate, you cannot enter it.[/í]

Offline

 

#63 2018-10-24 20:46:57

martin1002
przyboczny
Zarejestrowany: 2014-02-23
Posty: 3657

Re: Serce przemawia

Lidka napisał(a):

Ochota ochotą, ale mnie się wydaje, że rozmowa zeszła na "niewygodny" aspekt życia i dlatego wycofujesz się... img/smilies/wink. Nie bój się, Marta, nie dawaj się "zjadać" strachowi, uświadom go sobie i idź dalej przez życie z podniesioną głową i uśmiechem w sercu. Życie jest w porządku, wręcz magiczne, trzeba tylko dać sobie samemu szansę na dostrzeżenie i przeżycie tej magii. Podróże wgłąb siebie absolutnie nie stoją w sprzeczności z materialnym życiem, wprost przeciwnie, jedno dopełnia drugie. A jedno bez drugiego ani nie jest pełnią, ani nie prowadzi do spełnienia.

Aż kły i pazury mi się zaczynają wysuwać, a w kieszeni otwierać różne dziwne rzeczy, kiedy to czytam. Oczywiście, że jedno nie wyklucza drugiego! Mam teraz bardzo dużo obowiązków i nie zawsze mam chęci czy też siły na jakieś pitolenie na forum. Od 21:00 do 6.00 mam czas na spoczynek w sobie, wspomnianą kontemplację, odrobinę astrala. Wszystko ma swój czas, swoje miejsce i swoje funkcje...

Ostatnio edytowany przez martin1002 (2018-10-24 20:48:34)


[i]Samadhi has no gate, you cannot enter it.[/í]

Offline

 

#64 2018-10-24 21:02:27

civilmonk
szlachetny gawędziarz
Zarejestrowany: 2010-04-19
Posty: 7985

Re: Serce przemawia

http://emotikona.pl/obrazki/pic/ok

http://www.sherv.net/cm/emo/dancing/michael-jackson


Happiness is peace in motion, peace is happiness at rest

Offline

 

#65 2018-10-25 05:37:08

Lidka
mentor
Zarejestrowany: 2010-02-15
Posty: 21446

Re: Serce przemawia

martin1002 napisał(a):

Lidko, to, co Ty nazywasz AKCEPTACJĄ ŻYCIA, ja postrzegam jako poddanie się, rozgoryczenie, rezygnację, danie się złamać przez życie, przegranie walki z nim. Bycie przegranym, stłamszonym, zgniecionym, zmiażdżonym, przydeptanym wielkim, niewidzialnym butem. Robienie dobrej miny do złej gry. Nie pasuje mi coś takiego. Sztywne polecenie KOCHAJ!!! - nie dla mnie.

I nie dla mnie, wierz mi img/smilies/smile. Zaczęło być dla mnie dopiero, jak uświadomiłam sobie, o co tu chodzi, dlaczego jest, jak jest, czemu to służy, po co itd.

martin1002 napisał(a):

Lidka napisał(a):

W końcu po tych dwóch latach umarła, ale to już zupełnie „inna para kaloszy”, więc o tym teraz nie chcę mówić. W każdym razie faktem tu jest, że dzięki uświadomieniu sobie samej siebie w życiu, jak ono funkcjonuje itd., zmianie wzorców myślowych, dziewczyna podarowała sobie 2 lata naprawdę dobrego życia.

To tak jakby gdzieś wyjechać na dwa tygodnie, przez cały czas lało i dopiero ostatniego dnia na parę godzin zaświeciło słońce...

To, co najważniejsze w tym wszystkim, to świadomość. Nawet jak tzw. łożu śmierci, dosłownie na chwilę przed odejściem, człowiek uświadomi sobie, co go na łoże doprowadziło, kim jest i co takiego robił w życiu, że miał je dosłownie zatrute - JUŻ wystarczy, żeby to życie było udane i plany duchowe spełnione.

Marta, tu nie chodzi o nas, a tylko i wyłącznie o świadomość. Wokół niej wszystko się kręci, dla niej powstały dusze, dla niej powstał świat materialny i człowiek. Cały świat materialny służy jako okoliczność służąca świadomości. Więc jedyne, co można tu "kontrolować" (w sensie mieć wpływ na to), to właśnie nasze myśli i uczucia i nasze wybory w materialnym życiu, bo one z nich wynikają. I nic poza tym! Wszystko inne nam umyka i na nic się zda próba kontrolowania tego, będzie ona wyrazem strachu i iluzją, że jak kontrolujemy, to czujemy się bezpiecznie.

Nie, nie wiemy, czego tak się boisz, tylko Ty sama możesz to wiedzieć, ale jasne jest, że powoduje Tobą strach. We mnie też kiedyś były całe pokłady złości, gniewu, frustracji, braku akceptacji itp. Zaczęły się rozpuszczać dopiero, jak ja sama zaczęłam się sobie przyglądać i uświadamiać sobie, skąd to się wzięło, dlaczego i po co. Nie wiem, może jeszcze nie dojrzałaś do tego, skoro szukasz gdzie indziej, poza sobą... I nie, tu nie chodzi o żadne działanie, a o bycie. Uświadomienie sobie i odpuszczenie kontroli czegokolwiek w życiu. Dopóki sobie nie uświadomisz (zrozumiesz i przyjmiesz to, co zrozumiałaś) kim jesteś, po co, dlaczego, skąd to wszystko się wzięło i dlaczego tak źle znosisz życie, nic się nie zmieni, dalej będziesz nasze słowa rozumiała jako "sztywne polecenia"...


Pozdrawiam!

Lidka

Offline

 

#66 2018-10-25 18:03:19

martin1002
przyboczny
Zarejestrowany: 2014-02-23
Posty: 3657

Re: Serce przemawia

Lidka napisał(a):

Ale może tym razem Marta zechce jednak pomyśleć i zrozumieć?... img/smilies/wink.

Zabrzmiało to, jakby Marta miała niejako przyznać się do winy, zrozumieć swój błąd.


[i]Samadhi has no gate, you cannot enter it.[/í]

Offline

 

#67 2018-10-25 19:03:18

martin1002
przyboczny
Zarejestrowany: 2014-02-23
Posty: 3657

Re: Serce przemawia

Lidka napisał(a):

Życie jest w porządku, wręcz magiczne, trzeba tylko dać sobie samemu szansę na dostrzeżenie i przeżycie tej magii.

Jasne... co tu jest takiego naprawdę SUPER, czego nie możesz przeżyć w astralu? Gdzie ta magia? Bez fruwania, przechodzenia przez ściany, podróżowania w czasie...


10 powodów, dla których życie w astralu jest lepsze:

- Nie musisz się martwić, że spowodujesz skażenie/zanieczyszczenie środowiska. Nie ponosisz żadnych fizycznych, namacalnych konsekwencji swoich działań. Nie powodujesz nieodwracalnych szkód w otoczeniu.

- Nie musisz się martwić, że lodówka pusta, że umrzesz z głodu, że trzeba wyjść i coś kupić.

- Nie skrzywdzisz nikogo, bo wszystko jest Tobą.

- Nawet jeśli utracisz formę, to szybko możesz wygenerować sobie nową (znacznie łatwiej niż fizyczną).

- Możesz porozumiewać się bez słów, każdy po prostu widzi zawartość Twojego umysłu, czuje Twoje uczucia. Komunikacja jest o wiele prostsza, bez kłamstw, wdzięczenia się, nieudolnych prób zrobienia wrażenia na kimś i innych wymysłów. Tu nikogo nie da się oszukać, nie ma nawet takiej potrzeby. Zresztą po co to robić, co można zyskać, jeśli każdy może mieć wszystko, co zechce, bez ograniczeń?

- Nie możesz nic zepsuć ani zniszczyć. Nie zachorujesz. Nie starzejesz się, możesz mieć wygląd osoby w dowolnym wieku. Nie musisz się martwić przekazywaniem swoich genów.

- Od razu manifestujesz swoje pragnienia. Nikt normalny nie marzy przecież o robieniu obiadu, tylko o jego zjedzeniu. Masz też pewność, że twoje marzenie się spełni.

- Możesz LATAĆ!!! Wszelkie formy ruchu fizycznego - bieganie, pływanie, skakanie, jazda na rowerze, hulajnodze, nartach, rolkach, łyżwach itp. to tylko namiastka, nigdy nie zastąpi tego, co najlepsze. Człowiek próbuje w ten sposób zaspokoić swoją naturalną duchową potrzebę, z marnym skutkiem. To nie to...


[i]Samadhi has no gate, you cannot enter it.[/í]

Offline

 

#68 2018-10-25 19:35:40

Lidka
mentor
Zarejestrowany: 2010-02-15
Posty: 21446

Re: Serce przemawia

Zapomniałaś o jednym: JESTEŚ CZŁOWIEKIEM. Z własnego wyboru i z własnym celem duchowym. Ja go nie znam. Ale wiem, że nie jest nim uciekanie od materialnego życia w astral. Nie po to zgodziłaś się zapomnieć, skąd pochodzisz i po co się wcielasz, żeby teraz uciekać od tego.


Pozdrawiam!

Lidka

Offline

 

#69 2018-10-25 19:36:19

Lidka
mentor
Zarejestrowany: 2010-02-15
Posty: 21446

Re: Serce przemawia

martin1002 napisał(a):

Lidka napisał(a):

Ale może tym razem Marta zechce jednak pomyśleć i zrozumieć?... img/smilies/wink.

Zabrzmiało to, jakby Marta miała niejako przyznać się do winy, zrozumieć swój błąd.

A nie jak nadzieja? img/smilies/smile.


Pozdrawiam!

Lidka

Offline

 

#70 2018-10-25 19:45:54

martin1002
przyboczny
Zarejestrowany: 2014-02-23
Posty: 3657

Re: Serce przemawia

Lidka napisał(a):

martin1002 napisał(a):

W wieku 5-6 lat fascynowało mnie obserwowanie innych dzieci, które zachowywały się w sposób bardziej dojrzały ode mnie, potrafiły się bawić w dom, w sklep i inne trudne rzeczy. Jednak jak już wielokrotnie wspominałam często miałam ich dosyć, wpadałam w złość i robiłam im krzywdę. Często same prowokowały mnie do tego, mówiąc mi jakąś niemiłą rzecz, a potem mogły powiedzieć "proszę pani ona mnie bije", czerpały satysfakcję z bycia stroną pokrzywdzoną.

Wiesz co, myślę, że swoją postawą (rzecz jasna nieświadomą, to się dzieje na poziomie energetycznym poprzez naszą emanację) prowokowałaś je do tego. Dzieci żywo reagują na wszystko, co wyczuwają jako „inne” niż reszta.

Dzieci to miłość w małym ciałku. Robiły to wszystko z miłości. Przezywanie i wyśmiewanie to też przejaw miłości. Wszystko nią jest, wystarczy tylko spojrzeć inaczej, spojrzeć sercem. Dusze się tak umówiły przed narodzeniem, przed zatwardzeniem, przed wypróżnieniem.
Nic nas nie może dotknąć, zniszczyć tego, czym naprawdę jesteśmy. Ból, krzywda i zło mają ogromne znaczenie w świecie, są duchową zabawą "na niby", to tylko iluzja. Warto kochać, warto żyć... Przytulanie w piekle. Zakapturzona postać w czarnym płaszczu niesie zakrwawiony krzyż. Słychać krzyki, wycie potępieńców, jakieś błagania. Cisza nie wysłuchała nikogo, jest bezlitosna. Szepty odbijają się od kamiennych ścian, trafiają w nicość. Sztylet wbija się w ciało. Dalej, śmiało. Istniejesz? Wiesz, co to znaczy? To choroba umysłowa, psychiatryczna. Istnienie. To. Choroba.
Tak jest.
Mózg gotuje się niczym zupa. Strzelam trupa. W sufit wlepiam gałki oczne. Nawet w grobie nie odpocznę. Prąd lata po ciele. W głowie śpiewy niczym w kościele. Wspinam się do nieba po płonącej drabinie, szukam błogości, która nigdy nie przeminie...


[i]Samadhi has no gate, you cannot enter it.[/í]

Offline

 

#71 2018-10-25 19:58:55

martin1002
przyboczny
Zarejestrowany: 2014-02-23
Posty: 3657

Re: Serce przemawia

Lidka napisał(a):

Zapomniałaś o jednym: JESTEŚ CZŁOWIEKIEM. Z własnego wyboru i z własnym celem duchowym. Ja go nie znam. Ale wiem, że nie jest nim uciekanie od materialnego życia w astral. Nie po to zgodziłaś się zapomnieć, skąd pochodzisz i po co się wcielasz, żeby teraz uciekać od tego.

Twoja ideologia jest bardzo prosta: zapominamy, żeby sobie przypomnieć. Nic wzniosłego i uduchowionego dla mnie z tego nie wynika.

Noc jest od tego, żeby uciekać. Każda dusza tego potrzebuje, tęskni za domem. Zwariować można bez tego. Przydałoby się więc "wychodne" raz na jakiś czas.


Lidka napisał(a):

martin1002 napisał(a):

Lidka napisał(a):

Ale może tym razem Marta zechce jednak pomyśleć i zrozumieć?... img/smilies/wink.

Zabrzmiało to, jakby Marta miała niejako przyznać się do winy, zrozumieć swój błąd.

A nie jak nadzieja? img/smilies/smile.

Jak nadzieja też, ale nadzieja kojarzy mi się z oczekiwaniem, a Ty podobno niczego nie oczekujesz.

Ostatnio edytowany przez martin1002 (2018-10-25 20:04:36)


[i]Samadhi has no gate, you cannot enter it.[/í]

Offline

 

#72 2018-10-26 06:14:41

Lidka
mentor
Zarejestrowany: 2010-02-15
Posty: 21446

Re: Serce przemawia

martin1002 napisał(a):

Lidka napisał(a):

Zapomniałaś o jednym: JESTEŚ CZŁOWIEKIEM. Z własnego wyboru i z własnym celem duchowym. Ja go nie znam. Ale wiem, że nie jest nim uciekanie od materialnego życia w astral. Nie po to zgodziłaś się zapomnieć, skąd pochodzisz i po co się wcielasz, żeby teraz uciekać od tego.

Twoja ideologia jest bardzo prosta: zapominamy, żeby sobie przypomnieć. Nic wzniosłego i uduchowionego dla mnie z tego nie wynika.

Nie dziwi mnie to, Marta. Masz bardzo oddalone od prawdy wyobrażenie duchowości i próbujesz dopasować ją do tego wyobrażenia. Dlatego to nie działa i zamiast zbliżać się do prawdy i szczęścia, trwasz, w czym trwasz. Błąd w założeniu - błędny efekt.

martin1002 napisał(a):

Noc jest od tego, żeby uciekać. Każda dusza tego potrzebuje, tęskni za domem. Zwariować można bez tego. Przydałoby się więc "wychodne" raz na jakiś czas.

Jak najbardziej, właśnie tak to zostało zaprogramowane, żeby dusza mogła się naenergetyzować i odpocząć od iluzji. Tylko że to ma człowiekowi służyć za dnia i absolutnie nie po to, żeby deprecjonować materialne życie, a je polepszać w wyniku poszerzania swojej świadomości.


martin1002 napisał(a):

Lidka napisał(a):

martin1002 napisał(a):

Zabrzmiało to, jakby Marta miała niejako przyznać się do winy, zrozumieć swój błąd.

A nie jak nadzieja? img/smilies/smile.

Jak nadzieja też, ale nadzieja kojarzy mi się z oczekiwaniem, a Ty podobno niczego nie oczekujesz.

To Ci nie za dobrze kojarzy. Nadzieja to nadzieja, czyste uczucie. Oczekiwania rodzą się z uwarunkowanych.


Pozdrawiam!

Lidka

Offline

 

#73 2018-10-26 06:21:42

Lidka
mentor
Zarejestrowany: 2010-02-15
Posty: 21446

Re: Serce przemawia

martin1002 napisał(a):

Lidka napisał(a):

martin1002 napisał(a):

W wieku 5-6 lat fascynowało mnie obserwowanie innych dzieci, które zachowywały się w sposób bardziej dojrzały ode mnie, potrafiły się bawić w dom, w sklep i inne trudne rzeczy. Jednak jak już wielokrotnie wspominałam często miałam ich dosyć, wpadałam w złość i robiłam im krzywdę. Często same prowokowały mnie do tego, mówiąc mi jakąś niemiłą rzecz, a potem mogły powiedzieć "proszę pani ona mnie bije", czerpały satysfakcję z bycia stroną pokrzywdzoną.

Wiesz co, myślę, że swoją postawą (rzecz jasna nieświadomą, to się dzieje na poziomie energetycznym poprzez naszą emanację) prowokowałaś je do tego. Dzieci żywo reagują na wszystko, co wyczuwają jako „inne” niż reszta.

Dzieci to miłość w małym ciałku. Robiły to wszystko z miłości. Przezywanie i wyśmiewanie to też przejaw miłości. Wszystko nią jest, wystarczy tylko spojrzeć inaczej, spojrzeć sercem. Dusze się tak umówiły przed narodzeniem, przed zatwardzeniem, przed wypróżnieniem.
Nic nas nie może dotknąć, zniszczyć tego, czym naprawdę jesteśmy. Ból, krzywda i zło mają ogromne znaczenie w świecie, są duchową zabawą "na niby", to tylko iluzja. Warto kochać, warto żyć... Przytulanie w piekle. Zakapturzona postać w czarnym płaszczu niesie zakrwawiony krzyż. Słychać krzyki, wycie potępieńców, jakieś błagania. Cisza nie wysłuchała nikogo, jest bezlitosna. Szepty odbijają się od kamiennych ścian, trafiają w nicość. Sztylet wbija się w ciało. Dalej, śmiało. Istniejesz? Wiesz, co to znaczy? To choroba umysłowa, psychiatryczna. Istnienie. To. Choroba.
Tak jest.
Mózg gotuje się niczym zupa. Strzelam trupa. W sufit wlepiam gałki oczne. Nawet w grobie nie odpocznę. Prąd lata po ciele. W głowie śpiewy niczym w kościele. Wspinam się do nieba po płonącej drabinie, szukam błogości, która nigdy nie przeminie...

Istne piekło sobie zgotowałaś, współczuję Ci... Ale możliwe, że Ci to jest potrzebne, więc co tu dużo gadać.

Malutkie dzieci to sama miłość w małym ciałku, gdzieś tak do trzeciego roku życia. Potem zaczynają już być uwarunkowane i prawdą w nich jest to, że (oprócz tej miłości, tego nikt nigdy nie traci) są szczere do bólu, jeszcze nie potrafią udawać, więc żyją w całkowitej zgodzie z sobą samym, ze swoimi uczuciami. I dlatego walą prosto z mostu, nie akceptują "inności", bo z jednej strony odzywają się uwarunkowania, a z drugiej brak możliwości skorygowania ich przez tzw. zmysł krytyczny, który rozwija się w późniejszym wieku.


Pozdrawiam!

Lidka

Offline

 

#74 2018-10-26 09:27:54

civilmonk
szlachetny gawędziarz
Zarejestrowany: 2010-04-19
Posty: 7985

Re: Serce przemawia

Ale o co wogóle idzie?


Happiness is peace in motion, peace is happiness at rest

Offline

 

#75 2018-10-26 17:32:42

martin1002
przyboczny
Zarejestrowany: 2014-02-23
Posty: 3657

Re: Serce przemawia

Lidka napisał(a):

Malutkie dzieci to sama miłość w małym ciałku, gdzieś tak do trzeciego roku życia.

Powtarzam po raz setny, takie małe dziecko nawet nie wie, ze jest osobą. Nie zdaje sobie sprawy z tego, że jest człowiekiem. Jest słabo rozwinięte umysłowo, nie myśli tak jak my, dorośli. Nadal stanowi część matki.  jest od Ciebie całkowicie zależne, masz nad nim przewagę, czerpiesz radość z tego, że możesz pokazywać mu świat fizyczny, którego jesteś wybitnym znawcą, w swoim mniemaniu. Takie dziecko nie może zrobić Ci krzywdy, nie ocenia Cię, Twoje ego nie postrzega go jako zagrożenie. Czujesz się przy nim bezpiecznie i bierzesz to uczucie za "bezwarunkową miłość".
Takie małe dziecko zawsze będzie Cię kochać, nieważne jak bardzo będziesz je torturować, ranić, krzywdzić. Wystarczy, że dasz mu trochę mleczka czy kawałek bułeczki do ćmulenia, czy co tam małe dzieci potrzebują do przetrwania. Takie maleństwo wie, że bez Ciebie sobie nie poradzi, więc siłą rzeczy musi Cię "bezwarunkowo akceptować", bo inaczej zginie.

Stópki ośmiocentymetrowe aż wołają, żeby się nimi zaopiekować, stópki 25-centymetrowe już nie, chociaż potrzebują uwagi równie mocno. Są smutne i zaniedbane.

No i jak słusznie zauważyłaś, takie małe dziecko oczekuje, że cały świat będzie kochał je tak mocno jak mama i jak ono mamę, a potem przeżywa bolesne zderzenie z rzeczywistością. Już nie mówiąc o tym, że czasem nawet mama go nie kocha albo przestaje kochać tak jak wcześniej, gdy dziecko zaczyna stawać się odrębną osobą (wspomniany trzeci rok życia). Zdradziło matkę, przestało być jej częścią. Matka czuje się oszukana, przeżywa bunt, żal, rozgoryczenie, ma poczucie bliżej nieokreślonej straty. Jakby coś ją opuściło. Niektóre to nawet podczas porodu nie chcą wypuścić płodu z siebie, przeczuwają, co je czeka, nie chcą się rozstać z małym, oddzielić go od siebie, odłączyć się od tej "miłości". Pustka w macicy, pustka w sercu. Tak to widzę.


[i]Samadhi has no gate, you cannot enter it.[/í]

Offline

 

Stopka forum

Powered by PunBB
Host by: Hosting
© Copyright 2002–2005 Rickard Andersson



Założ : stronę za darmo